ARS CELEBRANDI - ARS PARTICIPANDI
W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ (Katechezy)

Ks. Stanisław Araszczuk

Katecheza 1
W JAKI SPOSÓB NALEŻY SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO MSZY ŚWIĘTEJ?

W czasach, w których przyszło nam żyć, przeżywanie Mszy św. jako tajemnicy zbawienia dokonującej się tu i teraz, coraz częściej staje się tylko zewnętrzną praktyką, pozbawioną duchowego i wewnętrznego przygotowania. Dlaczego tak się dzieje? Czy jest to tylko wpływ otaczającego nas świata, który za cel stawia sobie wygodne życie, pozbawione jakiegokolwiek wysiłku i umartwień? Można ulec tym pokusom, jednak czy na tym polega dojrzałe przeżywanie swojej wiary? Dobrze przeżyta Msza św. może dać człowiekowi prawdziwe szczęście, o które tak trudno we współczesnym świecie.

To w Komunii św. najpełniej można doświadczyć przeogromnej miłości Jezusa, który staje się dla nas prawdziwym pokarmem na drodze wiary. Stąd też wypływa potrzeba jak najlepszego przygotowania swego serca na przy-jęcie tak wielkiego daru. Święty Filip Neri, założyciel oratorianów (1515-1595) pouczał: kto staje na modlitwie bez przygotowania, podobny jest do ptaka, który chce latać, a jeszcze nie jest do tego gotowy. Jeśli święty miał na myśli każdorazowy akt modlitwy indywidualnej, tym staranniejsze przygotowania powinniśmy podejmować przed Mszą św. - tak, by godnie i owocnie w niej uczestniczyć.
Konferencja Episkopatu Polski w swoich wskazaniach do Ogólnego wprowadzenia do Mszału rzymskiego podkreśla doniosłą rolę dobrego przygotowania do Mszy św. W punkcie trzecim czytamy: „Wszyscy udający się na sprawowanie Eucharystii powinni się do niej przygotować przez post i modlitwę, przez pojednanie z Bogiem i braćmi, a także przez rozważanie słowa Bożego i przygotowanie daru ofiarnego". Do tych wskazań na-wiążemy w niniejszym rozważaniu.

Dla każdego, kto chciałby dobrze przygotować się do uczestniczenia we Mszy św. ważne jest zrozumienie, czym jest post eucharystyczny. Początków tej praktyki należy szukać w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jednak konkretne wskazania na ten temat pojawiają się dopiero po Soborze Trydenckim. Zgodnie z prawem kanonicznym obowiązującym w tamtym czasie, każdy, kto chciał przystąpić do Komunii św., musiał powstrzymywać się od spożywania pokarmów i napojów od północy aż do momentu przyjęcia Eucharystii.
Od 1953 r. rozpoczął się proces łagodzenia dyscypliny postnej. Najpierw papież Pius XII pozwolił wiernym na spożywanie wody w czasie bezpośredniego przygotowania do Eucharystii, a po kilku latach skrócił obowiązujący czas postu do 3 godzin. Kolejne zmiany w omawianej praktyce przyniosły nam już czasy po Soborze Watykańskim II. Papież Paweł VI skrócił ten czas do jednej godziny.
Ważną informację w tej dziedzinie zawiera instrukcja Immensae caritatis z 1973 r., która dla osób chorych przebywających w szpitalach lub w domach oraz dla osób starszych niemogących opuszczać domu, a także dla osób, które im posługują, skraca czas postu do 15 minut.
Wydany z kolei w 1983 r. nowy Kodeks prawa kanonicznego mówi: „Przystępujący do Najświętszej Eucharystii powinien przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii świętej powstrzymać się od jakiegokolwiek pokarmu, z wyjątkiem tylko wody i lekarstwa" (kan. 919 § 1). „Kapłan, który tego samego dnia sprawuje dwa lub trzy razy Najświętszą Eucharystię, może przed drugim lub trzecim sprawowaniem coś spożyć, chociażby nie zachodziła przerwa jednej godziny" (kan. 919 § 2). „Osoby , w podeszłym wieku lub złożone jakąś chorobą, jak również ci, którzy się nimi opiekują, mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię, chociażby coś spożyli w ciągu godziny poprzedzającej" (kan. 919 § 3). W normalnych warunkach post obowiązuje wszystkich, którzy pragną przystąpić do Komunii św., natomiast czas zachowania godziny postu, liczy się do momentu przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej, a nie do rozpoczęcia Mszy św.
Tak rozumiany i praktykowany post eucharystyczny daje nam szczególną okazją do owocnego przygotowania się na przyjście Chrystusa do naszych serc. Post ten jest także czasem łaski, w którym człowiek dobrowolnie rezygnuje z przyjemności tego świata, bo pragnie być bliżej Boga. Przychodząc na Mszę św., każdy z nas przynosi w tym właśnie poście swoje radości i smutki, pragnienia i nadzieje, które chce złożyć Bogu jako miłą dla Niego ofiarę.
Oczywistym elementem przygotowania się do pełnego uczestnictwa we Mszy św. jest zbadanie stanu swej duszy, aby była w stanie łaski uświęcającej. Jeśli obciąża ją grzech ciężki, korzystamy z sakramentu pokuty i pojednania, by podczas Mszy św. móc przyjąć Komunię św. Ta forma przygotowań wydaje się oczywista dla większości praktykujących katolików. Rodzi się jednak pytanie, czy sprawowanie sakramentu pojednania podczas Eucharystii nie utrudnia właściwego skorzystania z jednego i drugiego sakramentu? Na pewno są to uzasadnione wątpliwości, które doprowadziły do różnych rozwiązań w poszczególnych parafiach. Odpowiadając na nie, można odwołać się m.in. do instrukcji Eucharisticum mysterium z 25 maja 1967 r., w której czytamy: „Wytrwale należy przyzwyczajać wiernych, aby przystępowali do sakramentu pokuty poza Mszą św., zwłaszcza w określonych godzinach, tak, aby jego udzielanie dokonywało się w spokoju i z prawdziwą ich korzyścią, jak również nie przeszkadzało im w czynnym uczestnictwie we Mszy św.", a także do treści księgi Obrzędy pokuty, gdzie można przeczytać, że, „pojednanie penitentów może odbywać się o każdej porze i w każdym dniu".
Niezależnie od rozumienia tych wskazań przez duszpasterzy, nie powinni oni zaprzestać zachęcania wiernych, a jednocześnie pomagania im, by w sakramencie pokuty i pojednania szukali dobra duszy i w miarę możliwości przystępowali do niego poza czasem i miejscem celebracji Mszy św. Niemniej jednak przepis ten w żaden sposób nie może przeszkodzić kapłanom w celebracji sakramentu pokuty wiernym, którzy tego pragną także podczas Mszy św. Zrozumiałe jest, że nie można sakramentu pokuty łączyć z celebracją Mszą św. w taki sposób, by dokonano przerwy w celebracji Mszy św. i w czasie tej przerwy kogoś spowiadano, a następnie kontynuowano celebrację Mszy św.
Nie ma wątpliwości, że duszpasterze powinni mocno popierać częste korzystanie z sakramentu pokuty, szczególnie w naszych czasach, kiedy to dla wielu bardzo zaciemniło się zarówno rozumienie samego grzechu, jak i tego sakramentu, co istotnie wpłynęło na osłabienie pragnienia przystępowania do sakramentu pokuty. Warto więc powtórzyć za Kodeksem prawa kanonicznego: „Każdy, komu na mocy urzędu została zlecona troska duszpasterska, jest obowiązany dbać o to, ażeby wierni jemu powierzeni mogli się wyspowiadać, jeśli w sposób uzasadniony o to proszą, a także by dać im sposobność przystępowania do indywidualnej spowiedzi, w ustalonych i dogodnych dla nich dniach i godzinach" (kan. 896 § 1). Także papież Jan Paweł II w Liście do kapłanów na Wielki Czwartek zachęcał księży, żeby spowiadali także podczas Mszy św. nawet w niedziele. Niemniej jednak należy zachęcać wiernych i umożliwiać im korzystanie z tego sakramentu poza Eucharystią, co jest bardziej wskazane. Dużo łatwiej wtedy tak spowiednikowi, jak i samemu penitentowi skupić się na właściwej, owocnej celebracji sakramentu pokuty i pojednania.
Poza odrzuceniem z Bożą pomocą zła i grzechu, a wybraniem dobra, papież Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji , Sacramentum caritatis, wśród „osobistych warunków", których spełnienie sprzyja czynnemu i owocnemu uczestnictwu we Mszy św., wymienia m.in. skupienie i ciszę przynajmniej przez kilka chwil przed rozpoczęciem liturgii. Praktyka ta, polegająca na odcięciu się od spraw doczesnych i zgiełku świata pozostawionego poza murami świątyni, ma pomóc w przeżywaniu Mszy św. w pełnym skupieniu, bez rozproszeń niepotrzebnymi myślami. Właśnie z tego powodu wielu kapłanów przypomina, aby wierni przychodzili do kościoła odpowiednio wcześniej, a nie „wpadali" w ostatniej chwili przed rozpoczęciem liturgii. Na ile wcześniej należy przyjść przed rozpoczęciem celebracji Mszy św., aby się wyciszyć i skupić, to już indywidualna decyzja każdego z uczestników liturgii. Trudno nam sobie wyobrazić sytuację, w której na oficjalne przyjęcie naszych dobrych znajomych przychodzimy spóźnieni albo w połowie wychodzimy. A przecież tu jest coś znacznie ważniejszego. Wchodzenie na Mszę św. po jej rozpoczęciu, a także wychodzenie przed zakończeniem to sygnał ostrzegawczy, że nie przygotowaliśmy się odpowiednio do przeżycia Mszy św., a może nawet, że coś jest nie tak z naszą wiarą.
Nasze przygotowanie do Mszy św. to także zapoznanie się z czytaniami mszalnymi, których będziemy słuchali. W zdecydowanej większości przypadków w parafiach spotkamy się z dobrymi lektorami, ale zdarza się przecież i tak, że czytający mają problem z dykcją, nie wspominając już o ewentualnych problemach z nagłośnieniem. Unikniemy irytacji, a przede wszystkim wybicia nas z rytmu, jeżeli tekst tych czytań poznamy wcześniej. Warto więc już w domu zapoznać się z czytaniami, które zostały przewidziane na dany dzień, przemyśleć je i uczynić przedmiotem modlitwy. Wówczas słowo Boże może zrodzić lepsze owoce.
Formacja wiernych do słuchania i przyjęcia słowa Bożego nie może się ograniczać do samej tylko Mszy św. Ojciec Święty Jan Paweł II w liście apostolskim Dies Domini zachęca, aby przed pójściem na Eucharystię, szczególnie niedzielną, przeznaczone na ten dzień teksty czytań i modlitw: „Jeżeli lektura świętego tekstu, podejmowana w duchu modlitwy i wierna interpretacji wskazanej przez Kościół, nie kształtuje na co dzień życia poszczególnym wiernych i chrześcijańskich rodzin, trudno się spodziewać, że samo głoszenie słowa Bożego przyniesie pożądane owoce. Zasługują zatem na wielkie uznanie te inicjatywy, przez które wspólnoty parafialne, angażując wszystkich członków Eucharystii - kapłana, służbę liturgiczną i wiernych - już w ciągu tygodnia przygotowują niedzielną liturgię, rozważając słowo Boże zanim jeszcze zostanie wygłoszone". Także świadomość przeżywania Eucharystii w konkretnej intencji pomaga w intensywniejszej modlitwie, staje się ona bliższa naszemu sercu nie tylko ze względu na fakt spotkania z Bogiem.
Zewnętrznym przejawem duchowego przygotowania do uczestnictwa we Mszy św. jest schludny, odświętny strój, w jakim wybieramy się do kościoła. Ważne, by ta odświętność szła w parze z godnością stroju. Trzeba zatem pamiętać, że nie zawsze ubiór dobry na spotkanie towarzyskie będzie ubiorem właściwym na spotkanie z Bogiem. Nie może to być strój prowokacyjny. Ubierając się do kościoła, zwłaszcza w upalne dni, należy zapomnieć o strojach plażowych: krótkich spodenkach, krótkich spódnicach, bluzkach odsłaniających brzuch czy ramiona, stroju roboczym, treningowym, wyciągniętym podkoszulku, podartych dżinsach czy adidasach.
Jest rzeczą oczywistą, że miejsce święte domaga się odpowiedniego stroju. Możemy zauważyć, że ludzie zatracili świadomość, że niedzielna Msza św. to uroczyste spotkanie z Chrystusem. Patrząc na ubiory zgromadzonych, można odnieść wrażenie, że wielu znalazło się w świątyni przypadkowo. Przyszli z zakupów, dyskoteki czy siłowni. Każdy z nas powinien wyczuwać granicę, która jest naturalna dla określonych okoliczności i miejsca. Strój kobiecy ma być elegancki, a makijaż dyskretny. Natomiast , mężczyzna powinien mieć na sobie garnitur, najlepiej białą koszulę, krawat oraz zakryte buty.
Elegancki strój obowiązuje również dzieci, dlatego je także musimy ubierać z niezwykłą dbałością. Przed wyjściem do kościoła należy dziecko odpowiednio przygotować na spotkanie z Jezusem. Należy mu wyjaśnić, po co w ogóle idzie do kościoła, jak powinno się tam zachowywać, czego nie należy w świątyni robić.
W przygotowaniu nie należy zapomnieć o zwyczaju składania ofiar podczas celebracji Mszy św. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego uczy nas: „Następnie przynosi się dary na ofiarę: godne uznania jest, jeśli wierni przynoszą chleb i wino, które przyjmuje od nich kapłan albo diakon, aby je następnie złożyć na ołtarzu. Chociaż wierni tak jak dawniej nie składają już chleba i wina przeznaczonych do liturgii ze swoich własnych darów, obrzęd przyniesienia ich do ołtarza zachowuje swoją wymowę i duchowe znaczenie. Pożądane jest także przynoszenie przez wiernych lub zbieranie w kościele pieniędzy albo innych darów przeznaczonych na potrzeby ubogich lub kościoła; składa się je w odpowiednim miejscu obok stołu eucharystycznego" (73).
Składane na tacę ofiary są wyrazem naszej troski o sprawy Kościoła. Kodeks prawa kanonicznego mówi wręcz o obowiązku takiej troski: „Wierni mają obowiązek zaradzić potrzebom Kościoła, aby posiadał środki konieczne do sprawowania kultu, prowadzenia dzieł apostolstwa oraz miłości, a także do tego, co jest konieczne do godziwego utrzymania szafarzy (kan. 222 § 1). O tym przypomina nam także V przykazanie kościelne: „Troszczyć się o potrzeby Kościoła".
Dobre przygotowanie do Mszy św. przyniesie nam duchowe owoce, czyli skutki, jakie zbawcza moc Krzyża, uobecniona w ofierze eucharystycznej rodzi w nas, kiedy przyjmujemy ją w wolny sposób, z wiarą, nadzieją i miłością do Odkupiciela. Te owoce niosą w sobie zasadniczo przyrost łaski uświęcającej , i intensywniejsze ukształtowanie egzystencjalne z Chrystusem, według szczególnego sposobu, jaki ofiaruje nam Eucharystia. Te owoce świętości nie są określone identycznie u wszystkich, którzy uczestniczą w ofierze eucharystycznej. Będą one większe lub mniejsze w zależności od włączenia każdego w celebrację liturgiczną i od stopnia jego wiary i pobożności.

 

 

Katecheza 2
PEŁNY I CZYNNY UDZIAŁ WIERNYCH
W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ

Zdarza się każdemu, cicho lub na głos, narzekać na nudną Mszę św. Mimo najlepszych chęci, wysilonej uwagi nie potrafimy skupić się na tym, w czym uczestniczymy. Mechanicznie powtarzamy słowa w liturgii, gesty zamiast znakami są tylko ruchami bezrefleksyjnie towarzyszącymi modlitwom. I ostatecznie Msza św. toczy się gdzieś w tle, a my bezradnie o coś prosimy, za coś przepraszamy i dziękujemy. Na koniec jesteśmy znudzeni i niepewni, jak nasze prośby i niepokoje mają się do tego, co w swej liturgii oferował nam Kościół.

Czasami możemy usłyszeć, że ktoś nie chodzi do kościoła, bo Msze niczym się między sobą nie różnią. W tych samych momentach klęczymy, składamy ręce, siadamy, wstajemy, znowu klęczymy. Są również tacy, dla których jedyną czynnością w kościele jest obserwowanie i ocenianie innych ludzi. Takie zachowanie na Mszy św. może wynikać z nieświadomości, że pragnienie bycia obdarowanym powinno splatać się z chęcią dawania.
Catalina Rivas, stygmatyczka i wizjonerka, w 1997 r. otrzymała orędzie, które miała rozpowszechnić na cały świat. Przeżyła Mszę św. inaczej niż inni ludzie - widziała rzeczy niezwykłe, a Matka Boża i Jezus szeptali jej do ucha wiele ważnych zdań! Tego dnia Catalina spóźniła się na Mszę św. Matka Boża zadała jej ze smutkiem pytanie: „Dlaczego wy wszyscy przychodzicie na ostatnią chwilę? Powinniście przychodzić wcześniej, aby pomodlić się i poprosić Pana, by zesłał swojego Ducha Świętego, by ten mógł obdarzyć was pokojem i oczyścić was od ducha tego świata - od waszych niepokojów, problemów i rozproszenia". Ci, którzy się spóźniają, dopuszczają się afrontu wobec braci, jawią się niewrażliwi na wezwanie Boga, izolują się od wspólnoty, pozbawiają się momentu silnego doświadczenia eklezjalnego. Nie godzi się spóźniać na spotkanie tak wielkiej wagi.
Wiemy, że wiele osób przychodzi na Mszę św. tylko z przyzwyczajenia. Ta rutyna sprawia, że niektórzy ludzie są tak obojętni, że nie mają nic do powiedzenia Jezusowi i na Mszy św. Po prostu się nudzą. Ale jak można nudzić się z Tym, kogo kochamy? Eucharystia jest przecież sakramentem miłości. Uczestnicząc w niej, spotykamy kochającego Boga, który pragnie nas obdarować swoją miłością. Chyba każdy z nas pragnie być kochany i obdarowany miłością. I dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy nie nudzili się na Mszy św., ale w niej nabożnie uczestniczyli.
Soborowa refleksja teologiczna uświadomiła nam, że liturgia jest „szczytem i źródłem" życia Kościoła, a więc życia każdego ochrzczonego (por. KL 10). Dlatego liturgia winna kształtować codzienne życie chrześcijan, czyli ma ich pobudzać, aby posileni wielkanocnym sakramentem żyli zjednoczeni w Bożej dobroci, a także aby przestrzegali w życiu zobowiązań płynących z sakramentu, który z wiarą przyjęli (por. KL 10). Można to osiągnąć przede wszystkim poprzez pełny, świadomy i czynny udział w obrzędach liturgicznych, jakiego domaga się sama natura liturgii, gdyż na mocy chrztu lud chrześcijański, będąc „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym" (1 P 2,9), jest uprawniony i zobowiązany do takiego udziału (por. KL 14).
Konstytucja o liturgii świętej w numerze 48 podejmuje problem uczestnictwa w Eucharystii w sposób modelowy. Elementy udziału sprowadza się do następujących: kształtowanie uczestników przez słowo Boże; posilanie się przy stole Ciałem Pańskim; składanie Bogu dziękczynienia; ofiarowanie nieskalanej Hostii nie tylko przez ręce kapłana, lecz także razem z nim; uczenie się składania samych siebie w ofierze za pośrednictwem Chrystusa.
Każdy duszpasterz zastanawia się, co powinien uczynić, aby doprowadzić wiernych do pełnego i świadomego uczestnictwa w liturgii, które jest konieczne, jeżeli liturgia ma być pierwszym i niezastąpionym źródłem, z którego wierni czerpią prawdziwie chrześcijańskiego ducha. Pierwszy sposób realizacji tego celu zależy przede wszystkim od duszpasterzy, od ich właściwej formacji liturgicznej wiernych. Sobór uczy: „duszpasterze w całej swej pastoralnej działalności powinni gorliwie dążyć do zapewnienia takiego udziału (pełne i czynne) przez należyte wychowanie wiernych" (KL 14). Taka jednak formacja wiernych nie będzie możliwa bez odpowiedniej formacji samego duchowieństwa. Dlatego konstytucja zaleca: „Niech duszpasterze gorliwie i cierpliwie zabiegają o liturgiczne wychowanie oraz czynny udział wiernych, tak wewnętrzny, jak i zewnętrzny, stosownie do ich wieku, stanu, rodzaju życia i stopnia kultury religijnej. Niech spełniają w ten sposób jeden z głównych obowiązków wiernego szafarza Bożych misteriów, prowadząc swoją owczarnię w tym zakresie nie tylko słowem, lecz także przykładem" (KL 19).
Uświadamiamy sobie, że wyjątkowość liturgii chrześcijańskiej polega na tym, że działa w niej sam Bóg, a człowiek zostaje włączony w to działanie, zaś wszystko pozostałe, w porównaniu do działania Boga, pełni już funkcję drugorzędną. Błędem jest założenie, że człowiek jest twórcą akcji liturgicznej. Zwraca się wówczas uwagę tylko na elementy zewnętrzne i wyprowadza wniosek o konieczności powszechnego zaangażowania, tak żeby do akcji musiała wkraczać jak największa liczba osób, jak najczęściej i na oczach wszystkich. Zdarza się, że ktoś organizuje taką „fajną"
Mszę św., w której ludzie celebrują samych siebie. Zgromadzenie takie przypomina biesiadę, wspólną zabawę. Jest śpiew, są może nawet i elementy tańca, oklaski i wiele improwizacji. W tym wszystkim zapomina się jednak o Bogu, który jest twórcą liturgii.
Odkrycie natury liturgii, a tym samym umiejętność poprawnego jej sprawowania wiąże się z właściwym rozumieniem istoty celebracji liturgicznej. Można powiedzieć, że kryzys liturgii i związany z tym kryzys Kościoła spowodowany jest przede wszystkim brakiem zrozumienia samego meritum liturgii, jej źródeł, poprawnej formy celebracji czy wreszcie roli przewodniczącego. Jednocześnie obserwuje się dwie odmienne koncepcje liturgii. „Twórczość", „wolność", „świętowanie", „wspólnota" to kluczowe słowa nowej wizji liturgii. Zewnętrzna aktywność
(np. czytanie, śpiew, przynoszenie darów) powinny być rozdzielane między uczestników liturgii, jednak trzeba im wyjaśniać, że mają one drugorzędne znaczenie. Zewnętrzna aktywność powinna zniknąć, gdy rozpoczyna się istotna część liturgii - modlitwa. Parodią liturgii można nazywać przeakcentowanie znaczenia czynności zewnętrznych, powodujących zanik Bożej dramaturgii. Uczestnicy muszą być świadomi, że istotę liturgii stanowi jedynie modlitwa, która pozostawia miejsce dla działania Boga. Wtedy czymś oczywistym jest to, że w liturgii wcale nie chodzi o wpatrywanie się w kapłana czy przyglądanie się jego gestom, lecz wspólne wpatrywanie się w przychodzącego Pana i wyjście Mu na spotkanie. To jest istota wychowania do liturgii, które powinno opierać się nie tyle na nauce poprawnego wykonywania zewnętrznych czynności, co na włączeniu się w fundamentalne dla liturgii działanie, a jest nim przemieniająca moc Boga, który podczas czynności liturgicznych chce przemienić zarówno nas samych, jak i cały świat.
Stale należy pamiętać o konieczności przezwyciężenia wszelkiego możliwego oddzielenia sztuki właściwego celebrowania od pełnego, czynnego i owocnego uczestnictwa wszystkich wiernych oraz że pierwszym warunkiem, który sprzyja uczestnictwu ludu Bożego w świętym obrzędzie jest odpowiednia jego celebracja. Poszanowanie norm liturgicznych zawartych we wprowadzeniach do ksiąg liturgicznych pomaga podkreślić znaczenie sztuki celebracji, a także rozwija zmysł świętości, pomagając również w nauce właściwego posługiwania się zewnętrznymi formami, które pomagają ów zmysł wychować. Harmonię obrzędu, odpowiednie szaty liturgiczne, sprzęt i wystrój miejsc świętych należy zaliczyć do tych form zewnętrznych, które pełnią ogromną rolę w procesie odkrywania sztuki uczestnictwa.
W tym kontekście należy podkreślić potrzebę wychowania wiernych w wierze eucharystycznej, tak aby uzdolnić ich do osobistego przeżywania celebrowanej tajemnicy oraz aby zapobiec sprowadzeniu uczestnictwa w liturgii do poziomu zewnętrznego rytualizmu. Może w tym pomóc propagowanie ewangelizacji mistagogicznej, która jest realizowana w szkole Kościoła w modlitwie, poczynając od liturgii i poprzez liturgię. Mistagogia pozwala uczestnikom liturgii na głębsze wniknięcie w sprawowane tajemnice, zaś w przypadku związków zachodzących między sztuką celebracji i sposobem uczestnictwa samo poprawne celebrowanie Eucharystii jest już najlepszą katechezą o niej. Zdolność wprowadzania wiernych w rozumienie celebrowanych tajemnic ma bowiem sama liturgia. Wskazuje na to droga formacyjna Kościoła pierwszych wieków, która nie zaniedbując systematycznego nauczania prawd wiary, na pierwszym miejscu stawiała żywe i przekonujące spotkanie z Panem, głoszone przez autentycznych świadków.
Jeżeli nie chcemy tylko „słuchać" Mszy św., jak dzieje się to podczas sprawowania Mszy św. w tzw. rycie trydenckim, powinniśmy kształtować w sobie i w innych pragnienie świadomego, czynnego, pełnego i owocnego udziału w liturgii Kościoła. Wiadomo, że obowiązek ten spoczywa przede wszystkim na duszpasterzach, ale nie oznacza to, że wierni świeccy z tego obowiązku są zwolnieni. Nie można bowiem zapominać, że po pierwsze uczestniczymy w kapłaństwie powszechnym, które mobilizuje nas do angażowania się w sprawy wiary. Z uczestnictwa w Eucharystii wypływać ma zatem pragnienie dawania świadectwa ze spotkania z Bogiem - chęć naśladowania Go. Ulegając swojemu egoizmowi, można dojść do przekonania, że czas poświęcony Bogu, Chrystusowi to czas stracony. Tak jednak nie jest. „Czas ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem, który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi i naszemu życiu" (Jan Paweł II Dies Domini 7). Dlatego potrzebujemy głębszego
zrozumienia relacji pomiędzy Eucharystią i codziennym życiem. Duchowość eucharystyczna nie ogranicza się tylko do uczestnictwa we Mszy św. i pobożności wobec Najświętszego Sakramentu. Obejmuje ona całe życie. Ta uwaga nabiera dzisiaj szczególnego znaczenia dla nas wszystkich. Jednym z najpoważniejszych skutków sekularyzacji jest usuwanie wiary chrześcijańskiej na margines życia, jakby była nieużyteczna w codziennej egzystencji. Dlatego nasze uczestnictwo we Mszy św. winno mieć swój ciąg dalszy w naszym codziennym życiu - wszystko winniśmy czynić na chwałę Bożą. Pamiętajmy, że uczestnictwo we Mszy św. jest dla nas wielką pomocą w przybliżaniu się do miłości Boga i przylgnięciu do niej osobiście, aż do zjednoczenia z umiłowanym Panem.

 

Katecheza 3
OBRZĘDY WSTĘPNE W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ
Jeden z proboszczów widząc spóźniających się na Mszę św. parafian, zatroskany o ich duchowe dobro postawił pytanie: co zrobić, aby oni naprawdę spotkali Pana Jezusa w Eucharystii? Na pewno powinni najpierw zrozumieć, kiedy tak naprawdę Msza św. się rozpoczyna. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego mówi, że „Po zgromadzeniu się ludu, kiedy kapłan wraz z diakonem i usługującymi udaje się do ołtarza, intonuje się śpiew na wejście" (47). Należy też pamiętać, że od początku celebracji Mszy, w której została uwieczniona ofiara Krzyża, Chrystus jest rzeczywiście obecny w samym zgromadzeniu zebranym w Jego imię, w osobie kapłana, w swoim słowie i wreszcie w sposób substancjalny i trwały pod postaciami eucharystycznymi.
Wiemy, że Msza św. składa się jak gdyby z dwóch części: z liturgii słowa i liturgii eucharystycznej. Są one ze sobą tak ściśle złączone, że tworzą jeden akt kultu. W Mszy przygotowany jest stół słowa Bożego i Ciała Chrystusowego, z którego wierni otrzymują naukę i pokarm. Pozostałe zaś obrzędy otwierają lub kończą akcję liturgiczną.
Obrzędy wstępne, które chcemy przybliżyć, mają charakter wprowadzenia oraz przygotowania, a zmierzają ku temu, aby zgromadzeni wierni połączyli się we wspólnotę i przygotowali do odpowiedniego słuchania słowa Bożego i godnego sprawowania Eucharystii. Obrzędy wstępne to: wejście, pozdrowienie ołtarza i zgromadzonego ludu, akt pokuty, Panie zmiłuj się nad nami, hymn Chwała na wysokości oraz kolekta.
Początkowo Eucharystię celebrowano w domach prywatnych i nie potrzeba było specjalnych obrzędów wprowadzających. Kiedy chrześcijanie mogli się już gromadzić w budynkach przeznaczonych tylko do celów kultu, a zakrystie budowano obok głównego wejścia, celebrans z asystą udawał się procesjonalnie do ołtarza poprzez całą długość nawy kościelnej. Procesji tej towarzyszył śpiew psalmu. Wprowadzenie śpiewu na wejście tradycja przypisuje Celestynowi I († 432 r.). Gdy zakrystię zaczęto umieszczać w pobliżu prezbiterium, droga do ołtarza stała się krótka. Śpiew psalmu musiał zostać zredukowany. W XI w. z całego psalmu pozostał jeden werset z antyfoną i Chwała Ojcu. Podkreśla się, że śpiew na wejście rozpoczyna celebrę liturgiczną, jednoczy zebranych wiernych w jednomyślne zgromadzenie, kieruje myśli zebranych na obchodzone misterium, towarzyszy procesji kapłana z asystą do ołtarza.
W odnowionej liturgii na czele procesji idą ministranci z krzyżem, zapalonymi świecami i z dymiącą kadzielnicą (gdy się jej używa), za nimi idą pozostali ministranci (akolici), diakon z księgą Ewangelii i na końcu celebrans. Dla chrześcijanina krzyż jest znakiem miłości Boga i drogą prowadzącą do chwały. Szczególną racją dla niesienia krzyża w procesji wejścia jest to, że Msza św. uobecnia krzyżową ofiarę Jezusa Chrystusa. Kadzidło i świece są znakami czci wobec krzyża.
Księgę Ewangelii niesie diakon. Gdy nie ma diakona, może ją nieść lektor. Racją dla intronizacji ewangeliarza jest wiara Kościoła w obecność Chrystusa w słowie Bożym. Sam Chrystus jest Słowem, które stało się Ciałem, a Kościół jest ludem zwołanym przez słowo Chrystusa, które rodzi do wiary i ją umacnia.
Pozdrowienie ołtarza dokonuje się przez trzy akty czci: przez pokłon, przez ucałowanie i przez okadzenie. Ołtarz jest centralnym miejscem w kościele. Jest to stół ofiary i uczty paschalnej, znak samego Chrystusa. Okadzenie ołtarza stosuje się zwykle przy liturgii uroczystej. Po oddaniu czci ołtarzowi, kapłan wraz z asystą udaje się do miejsca przewodniczenia, skąd kieruje celebracją Mszy św. Miejsce przewodniczenia jest tak usytuowane, aby wszyscy zebrani mogli go dobrze widzieć i słyszeć.
Znak krzyża i pozdrowienie ludu następują, gdy skończy się śpiew na wejście. O ile na początku znak krzyża wyrażał proste odniesienie do Chrystusa oraz przywoływał fakt chrztu św., to z czasem ulegał pogłębieniu walor odkupieńczy krzyża, narzędzia naszego zbawienia, źródła wszelkiego błogosławieństwa. Jest to również przypomnienie, że jesteśmy własnością Boga i całe nasze życie do Niego należy. Nasze „Amen" oznacza: „Tak, ja to akceptuję".
Przez pozdrowienie kapłan oznajmia wspólnocie obecność Pana. Przez to pozdrowienie i odpowiedź ludu ukazuje się misterium zgromadzonego Kościoła (por. OWMR 50). Zgodnie ze starym zwyczajem, według którego osoba wyżej postawiona w hierarchii społecznej pozdrawia pierwsza, kapłan pozdrawia wiernych, posługując się jedną z formuł zamieszczonych w tym celu w Mszale rzymskim. Pierwsza tradycyjna formuła, sięgająca początków chrześcijaństwa, a nawet Starego Testamentu: „Pan z wami", zaczerpnięta jest z Pisma Świętego. W Księdze Rut (2,4) Booz pierwszy pozdrowił żniwiarzy: „Niech Pan będzie z wami", na co żniwiarze odpowiedzieli mu: „Niech błogosławi ci Pan". Był to wówczas zwyczaj powszechny. Pozdrowienie to powtarza się w Biblii wielokrotnie (Rt 2,4; Sdz 6,12; 1 Ezd 1,3; 3 Krl 8,57; Krn 15,2; Łk 1,28; 2 Tes 3,16).
Druga formuła pozdrowienia: „Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi", zaczerpnięta jest z Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian (13,13).
Trzecia formuła: „Łaska i pokój od Boga, naszego Ojca i od Pana Jezusa Chrystusa niech będą z wami" oraz wszystkie jej warianty znajdują się na początku wszystkich listów św. Pawła, niektórych listów apostolskich (1 P 1,2; 2 P 1,2; Jud 1,2) i Apokalipsy (1,4–6).
Każda z tych formuł oznajmia zebranej wspólnocie obecność Pana, który poucza, uświęca i zbawia. Kapłan życzy tej obecności wszystkim zebranym. Wszelkie formuły są modlitwą, życzeniem oraz błogosławieństwem. Bóg Ojciec przez Chrystusa, w Duchu Świętym obdarza uczestników liturgii swoją odwieczną miłością, łaskawością, jednością, radością i pokojem. Odpowiedź ludu: „I z duchem twoim", jest także zaczerpnięta z Pisma Świętego (2 Tm 4,22; Gal 6,18; Flp 4,23; Flm 25). Widać w niej charakter modlitewny i życzeniowy. Wierni wzajemnie wyrażają kapłanowi życzenie, by Pan był z jego duchem. Przez „ducha" rozumie się tu Ducha Świętego, działającego w kapłanie. Przez pozdrowienie kapłana i odpowiedź ludu ujawnia się misterium zgromadzonego Kościoła. Zgromadzenie liturgiczne jest cząstką Kościoła powszechnego. Obecny jest w nim Zbawiciel, który uświęca zebranych, a Ojciec niebieski otrzymuje doskonałą chwałę.
Po pozdrowieniu ludu kapłan lub ktoś z usługujących może zapoznać wiernych z treścią formularza Mszy na dany dzień. Wprowadzenie to powinno być jasne i bardzo krótkie, aby nie zakłócać rytmu celebracji. W końcowych słowach wprowadzenia należy nawiązać do aktu pokuty, który jest aktem społecznym całego zgromadzenia i stanowi przygotowanie do godnego i owocnego przeżywania tajemnicy Eucharystii.
Akt pokutny ma na celu uświadomienie sobie swojej grzeszności, obudzenie szczerego żalu za grzechy, aby godnie przyjąć słowo Boże, owocnie brać udział we Mszy św. i otrzymać obfitsze łaski. Mszał rzymski przewiduje trzy formy aktu pokutnego, nie licząc niedzielnego pokropienia wiernych. Wszystkie mają podobną strukturę: wezwanie celebransa, chwila milczenia, wyznanie grzechów lub prośba o przebaczenie i modlitwa kapłana. Pragnienie oczyszczenia się z grzechów przed przystąpieniem do
sprawowania najświętszej ofiary zaznaczało się już dość wcześnie (Didache 4,14). W liturgii gallikańskiej od VIII w. przed rozpoczęciem Mszy św. celebrans u stopni ołtarza odmawiał długie apologie, w których wyrażał swoją grzeszność, niegodność, szczery żal. Wtedy m.in. powstało do dziś używane, choć w ciągu wieków przekształcane Confiteor, do którego w IX w. dołączono formułę absolucji. Tym, co charakteryzuje akt pokuty jest jego eklezjalny charakter. Jako zgromadzony Kościół uznajemy się grzesznikami potrzebującymi Bożego przebaczenia.
Niedzielne pokropienie (aspersja) przypomina nam chrzest i jego skutki, „nazywamy się dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy" (1 J 3,1). Poświęcenie wody i pokropienie wiernych ma miejsce po pozdrowieniu zgromadzenia.
„Panie, zmiłuj się nad nami" (Kyrie eleison) jako zawołanie błagalne znane było w starożytności pogańskiej, kierowane do bóstwa lub panującego. Kościół Kyrie eleison wprowadził do swojej liturgii w takim znaczeniu, w jakim stosował je św. Paweł Apostoł w swoich listach, kierując je do Chrystusa jako Pana i Boga. Dzisiaj obowiązuje następujący porządek: „Po akcie pokuty rozpoczyna się zawsze aklamacja Kyrie eleison, chyba że występowała już w akcie pokuty. Ponieważ jest to śpiew, w którym wierni oddają cześć Panu i błagają o Jego miłosierdzie, z zasady wykonują go wszyscy, to znaczy bierze w nim udział lud oraz schola albo kantor. Każde wezwanie powtarza się zwykle dwa razy; nie jest jednak wykluczone wielokrotne powtarzanie, jeśli wynika to z charakteru języka, z racji muzycznych lub z innych okoliczności. Kiedy Kyrie jest śpiewane jako część aktu pokuty, każdą aklamację poprzedza się „tropem" (OWMR 52).
Chwała na wysokości Bogu (Gloria in excelsis Deo) jest starożytnym hymnem wielbiącym. Należy on do licznych hymnów śpiewanych w pierwotnym Kościele na wzór psalmów. Hymn Gloria powstał na wschodzie jako modlitwa poranna. W III w. na zachodzie włączono go do liturgii mszalnej w uroczystość Narodzenia Pańskiego. Nieco później znalazł się we Mszy wigilii paschalnej. W liturgii rzymskiej Gloria było zastrzeżone biskupom. Kapłani mogli intonować je tylko w dniu święceń kapłańskich i w czasie wigilii paschalnej. Zastrzeżenie to w liturgii rzymskiej zanikło w XI w. pod wpływem liturgii gallikańskiej, gdzie tego zastrzeżenia nie było. Od tego czasu Gloria podkreśla uroczysty charakter liturgii świątecznej. Hymn Chwała na wysokości Bogu śpiewa się lub odmawia w niedziele, z wyjątkiem Adwentu i Wielkiego Postu w uroczystości i święta oraz podczas obchodów mających bardziej uroczysty charakter (por. OWMR 53). Hymnu tego nie można zastąpić inną pieśnią, np. kolędą.
Kolekta (oratio) we Mszy św. jest pierwszą modlitwą kapłana jako przewodniczącego. Nazwą oratio Rzymianie określali przemówienie. Kościół wyraz ten zastosował do uroczystego przemówienia, jakie kapłan kieruje do Boga Ojca w imieniu zebranego ludu. Kolekta jest późniejszą nazwą pochodzenia gallikańskiego. Określa ona tę modlitwę jako zbiór cichych modlitw. W odróżnieniu od obrządków wschodnich, liturgie zachodnie posiadają wielką rozmaitość modlitw kapłańskich dla poszczególnych obchodów liturgicznych. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego mówi: „Następnie kapłan wzywa lud do modlitwy; wszyscy razem z kapłanem zachowują chwilę milczenia, aby sobie uświadomić, że stoją w obliczu Boga i wyrazić w sercu swoje prośby. Wtedy kapłan wygłasza orację, którą zwykło się nazywać «kolektą» i w której wyraża się charakter celebracji" (54). Adresatem kolekty jest Bóg Ojciec, do którego zwracamy się przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym. Czasem można spotkać modlitwy adresowane do Chrystusa, powstały one jednak poza Rzymem. Liturgia rzymska przestrzegała, aby adresatem kolekty był Bóg Ojciec, zaś Syn Boży był w niej wspomniany jako Pośrednik, przez którego zwracamy się do Ojca. Lud, łącząc się z prośbą i wyrażając na nią zgodę, przez aklamację „Amen" sprawia, że staje się ona jego modlitwą.

 

Katecheza 4
LITURGIA SŁOWA W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ
Ponowne odkrycie istotnej roli liturgii słowa to jedna z najważniejszych zasług ostatniej reformy liturgicznej. Reforma ta odwoływała się do Tradycji chrześcijańskiej, która podkreślała ścisły związek słowa i Eucharystii. W tym celu mówi o dwóch stołach, przy których Chrystus karmi swój lud: najpierw stół słowa, następnie stół Eucharystii. Przy stole słowa wierni przyjmują – przez wiarę – chleb słowa Bożego, natomiast przy stole eucharystycznym – sprawując tajemnicę wiary – karmią się chlebem Ciała Pańskiego. Konstytucja o liturgii świętej stwierdza, iż „dwie części, z których niejako składa się Msza święta, mianowicie liturgia słowa i liturgia eucharystyczna, tak ściśle łączą się z sobą, że stanowią jeden akt kultu" (56). Natomiast Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego przypomina: „Główną część liturgii słowa stanowią czytania wzięte z Pisma świętego oraz wykonywane między nimi śpiewy; homilia zaś, wyznanie wiary i modlitwa powszechna, czyli modlitwa wiernych, są rozwinięciem i zakończeniem liturgii słowa. W czytaniach bowiem, które homilia wyjaśnia, Bóg przemawia do swego ludu, ujawnia misterium odkupienia i zbawienia oraz dostarcza wiernym duchowego pokarmu; sam Chrystus przez swoje słowo jest obecny pośród wiernych. Lud przyswaja sobie to Boże słowo w milczeniu i przez śpiewy oraz przyłącza się do niego przez wyznanie wiary; nakarmiony tym słowem zanosi modlitwę powszechną w potrzebach całego Kościoła i za zbawienie całego świata" (55).
Dowartościowanie słowa Bożego przez odnowę soborową to równocześnie próba przełamania opinii, że liturgia to mówienie do Boga, do Jezusa Chrystusa lub do ulubionego świętego. Stół słowa Bożego jest dla zgromadzonych, śpiew między czytaniami pozwala na internalizację słowa, a głos zebranych jest echem słowa i działania Boga. Ponowne odkrycie sprawczego charakteru słowa Bożego w działaniu sakramentalnym i pogłębienie związku słowa z Eucharystią dotyczy sakramentalności słowa. Warto w tym kontekście przypomnieć, że papież Jan Paweł II mówił o „sakramentalnym horyzoncie Objawienia, a w szczególny sposób o znaku eucharystycznym, w którym nierozerwalna jedność między rzeczywistością a jej znaczeniem pozwala uzmysłowić sobie głębię tajemnicy". Rozumiemy zatem, że źródłem sakramentalności słowa Bożego jest właśnie tajemnica Wcielenia: „Słowo stało się ciałem" (J 1,14), rzeczywistość objawionej tajemnicy staje się dla nas dostępna w „ciele" Syna. W ten sposób słowo Boże może być postrzegane przez wiarę za pośrednictwem „znaku", którym są słowa i ludzkie gesty. „Wiara więc rozpoznaje słowo Boże, przyjmując gesty i słowa, w których On sam się nam ukazuje" (VD 56). Proklamowane w liturgii słowo Boże stanowi więc nieustanną propozycję Boga w stosunku do ludu Bożego i skierowane jest na przymierze. Zmierza do budowania i wzrostu społeczności wiernych, to jest Kościoła.
Słowo i Eucharystia tak ściśle przynależą do siebie, że nie można zrozumieć pierwszego bez drugiej: słowo Boże staje się sakramentalnym ciałem w wydarzeniu eucharystycznym. Eucharystia otwiera nas na zrozumienie Pisma Świętego, tak jak Pismo Święte oświeca i wyjaśnia tajemnicę eucharystyczną. Faktycznie, jeśli nie uzna się, że Pan jest realnie obecny w Eucharystii, rozumienie Pisma pozostaje niepełne (por. VD 55).
W sprawowaniu Mszy św. nie może brakować czytań biblijnych ani śpiewów zaczerpniętych z Pisma Świętego; nie wolno ich ani skracać, ani też, co byłoby jeszcze poważniejszym zniekształceniem, zastępować żadnymi tekstami niebiblijnymi. Przez swoje słowo bowiem przekazane na piśmie „Bóg przemawia do swego ludu", natomiast lud Boży przez długotrwałe korzystanie z Pisma Świętego pod wpływem światła wiary staje się posłuszny Duchowi Świętemu oraz zdolny do tego, aby życiem i postępowaniem dawać o Chrystusie świadectwo wobec świata (por. WLM 12). W czytaniach zostaje więc dla wiernych zastawiony stół słowa Bożego i otwiera się przed nimi biblijny skarbiec. Należy przeto zachować układ czytań biblijnych, w którym ujawnia się jedność obu Testamentów i dziejów zbawienia. Czytań ani psalmu responsoryjnego, w których zawiera się słowo Boże, nie wolno zastępować innymi tekstami, niebiblijnymi (por. OWMR 57). Należy zrobić wszystko, aby teksty biblijne czytane były w sposób wyraźny i zrozumiały, przez osobę przygotowaną, przy zastosowaniu ułatwień technicznych, które oddalają pokusę czytania sobie samemu. Byłoby to wyrazem poważnego niezrozumienia znaczenia tej części Mszy św. i lektora.
Po pierwszym czytaniu następuje psalm responsoryjny, zwany także graduałem. Jest on integralną częścią liturgii słowa, ma wielkie znaczenie liturgiczne i pastoralne. Wypada, aby psalm responsoryjny był śpiewany, przynajmniej jeśli chodzi o refren należący do ludu. Psałterzysta więc, czyli kantor psalmu, stojąc na ambonie lub w innym odpowiednim miejscu, wykonuje wersety psalmu, podczas gdy całe zgromadzenie siedzi i słucha oraz uczestniczy w śpiewie poprzez refren, chyba że psalm jest wykonywany w sposób ciągły, czyli bez refrenu. Aby zaś lud łatwiej mógł wykonywać refren psalmu, zostały wybrane pewne teksty refrenów i psalmów, przeznaczone na różne okresy roku albo na dni ku czci różnych grup świętych. Teksty te mogą być stosowane zamiast tekstów odpowiadających czytaniom, ilekroć psalm jest śpiewany. Jeśli nie można śpiewać psalmu, recytuje się go w sposób możliwie najbardziej sprzyjający medytacji nad słowem Bożym (por. OWMR 61).
Wyrażenie łac. responsum znaczy odpowiedź, stąd całe określenie: psalm responsoryjny, tzn. wykonywany w takiej formie, w której zgromadzenie odpowiada, powtarza pewien refren. Wyrażenie „psalm responsoryjny" może odnosić się do dawania odpowiedzi na usłyszane słowo. Byłoby to pewne zacieśnienie, po psalmie bowiem następuje czytanie i to z Nowego Testamentu, które przecież także domaga się odpowiedzi, nie mówiąc już o Ewangelii.
Po czytaniu bezpośrednio poprzedzającym Ewangelię wykonuje się „Alleluja" lub inny śpiew przewidziany w rubrykach zgodnie z wymogami okresu liturgicznego. Jest on samoistnym obrzędem czy też aktem, poprzez który zgromadzenie wiernych przyjmuje Pana mającego do niego przemawiać, pozdrawia Go oraz wyraża śpiewem swoją wiarę. Aklamacja „Alleluja" i werset przed Ewangelią winny być śpiewane podczas gdy wszyscy stoją. Nie tylko jednak kantor, który intonuje, lub tylko schola, lecz cały lud winien jednogłośnie śpiewać (por. OWMR 62).
Ewangelia jest głównym czytaniem podczas liturgii słowa. Jej szczególny charakter zaznaczamy na różne sposoby, przede wszystkim przez postawę ciała – obu poprzednich czytań słuchaliśmy siedząc, natomiast na słuchanie Ewangelii wstajemy. Wszyscy na początku czytania okazujemy gotowość przyjęcia Ewangelii umysłem (znak krzyża na czole), głoszenia jej (znak krzyża na ustach) i przyjęcia jej całym sercem (znak krzyża na sercu).
W liturgii sprawowanej pod przewodnictwem biskupa stosuje się po odczytaniu Ewangelii błogosławieństwo ewangeliarzem. Jest to znak wiary Kościoła w obecność Chrystusa w słowie Bożym oraz znak błogosławieństwa, którego Bóg udziela wszystkim słuchającym słowa Bożego i zachowującym je. Ewangeliarzem nie może błogosławić celebrans, który nie jest biskupem.
Homilia tworzy taki element celebracji liturgicznej, który przyczynia się do dowartościowania liturgicznego działania. Homilia jako wyjaśnienie słowa Pisma Świętego, które zostało odczytane czy też jakiegoś tekstu liturgicznego, winna prowadzić wspólnotę wiernych do czynnego sprawowania Eucharystii, tak aby zachowywali w życiu to, co otrzymali przez wiarę. Dzięki temu żywemu wykładowi tak odczytane słowo Boże, jak i liturgiczne obrzędy Kościoła mogą osiągnąć większą skuteczność, jeżeli homilia jest prawdziwie owocem rozmyślania, jeśli jest dobrze przygotowana, niezbyt długa ani zbyt krótka i jeśli jest skierowana do wszystkich obecnych, także do dzieci i ludzi niewykształconych. We Mszy św. koncelebrowanej homilię wygłasza z zasady główny celebrans lub jeden z koncelebrantów (WLM 24).
W niedziele i uroczystości po homilii recytuje się lub śpiewa symbol, czyli wyznanie wiary. Wyznanie wiary pierwotnie stosowane było przy obrzędzie sakramentu chrztu. Każdy kandydat do tego sakramentu musiał je opanować na pamięć i wyrecytować indywidualnie (stąd liczba pojedyncza: Wierzę...). Wyznanie wiary we Mszy św. dokumentuje wewnętrzny związek chrztu z Eucharystią. Jest przypomnieniem przyjętego sakramentu chrztu i równocześnie jego odnowieniem. Na Wschodzie do liturgii mszalnej wyznanie wiary weszło w V w. w Antiochii, później w Konstantynopolu i innych Kościołach. W liturgii gallikańskiej wyznanie wiary spotykamy w VI w. W Rzymie Credo wprowadzono do Mszy św. dopiero w 1014 r. na życzenie cesarza Henryka II Pobożnego. Mianowicie życzył sobie, aby w czasie jego Mszy koronacyjnej w Rzymie było Credo. Od tego czasu pozostało w liturgii rzymskiej na stałe. Credo mszalne nosi nazwę Symbolu nicejsko-konstantynopolitańskiego, gdyż zawiera sformułowania ustalone na soborze w Nicei (325 r.) i ponownie zatwierdzone na soborze w Konstantynopolu (381 r.). Podczas Mszy z udziałem dzieci można odmawiać Skład Apostolski.
Wyznanie wiary, które winno być odmawiane zgodnie z prze-pisami, w sprawowaniu Mszy św. zmierza do tego, aby lud wyraził zgodę i odpowiedź na słowo Boże usłyszane w czytaniach i homilii oraz w formie zatwierdzonej przez Kościół przypomniał sobie zasady wiary, zanim w Eucharystii zacznie sprawować tajemnicę wiary. Wyznanie wiary w tej formie, w jakiej słyszymy je w czasie Mszy św. niedzielnej, wywodzi się z potrójnego pytania i potrójnej na nie odpowiedzi, padających w czasie obrzędu chrztu. Recytacja Credo jest rozpoznawczym znakiem wiary wszystkich chrześcijan i równocześnie przypomnieniem każdemu jego własnego chrztu.
W modlitwie powszechnej, czyli modlitwie wiernych, lud w pewien sposób odpowiada na słowo Boże przyjęte z wiarą i wykonując swą wynikającą z chrztu funkcję kapłańską, zanosi do Boga błagania za zbawienie wszystkich. Wypada, aby ta modlitwa była zanoszona z zasady we Mszach św. sprawowanych z udziałem ludu, by zanoszono błagania za święty Kościół, za tych, którzy sprawują nad nami rządy, za ludzi znajdujących się w różnych potrzebach, a także za wszystkich ludzi i o zbawienie całego świata (OWMR 69).
W świetle słowa Bożego, na które zgromadzenie wiernych w pewien sposób odpowiada, zanosi się w modlitwie powszechnej błagania w potrzebach całego Kościoła i miejscowej wspólnoty, za zbawienie świata, za ludzi cierpiących z powodu wszelkich trudności oraz za różne grupy osób. Diakon albo ktoś z usługujących bądź niektórzy wierni pod przewodnictwem celebransa podają zgromadzeniu krótkie i w duchu mądrej wolności ułożone wezwania błagalne, poprzez które „lud, wykonując swoją funkcję kapłańską, przyczynia się za wszystkimi ludźmi" i tak, dopełniając w sobie owoców przyjęcia słowa Bożego, przechodzi do bardziej godnego sprawowania liturgii eucharystycznej. Od czasu Soboru Watykańskiego II modlitwy te otrzymały swoje dawne i właściwe miejsce. Przywrócona modlitwa powszechna każe wyjść z kręgu własnych próśb i włączyć się w modlitwę błagalną całego ludu. Przyczynia się ona m.in. do pogłębienia świadomości o wspólnotowym, czyli społecznym charakterze liturgii.

 

Katecheza 5
LITURGIA EUCHARYSTYCZNA W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ
Po liturgii słowa rozpoczyna się liturgia eucharystyczna. Jej układ jest obrzędowym rozwinięciem gestów i słów Chrystusa z ostatniej wieczerzy. Chrystus bowiem wziął chleb i kielich, złożył dzięki, połamał i podał swoim uczniom, mówiąc: Bierzcie, jedzcie, pijcie; to jest Ciało moje; to jest kielich Krwi mojej. To czyńcie na moją pamiątkę. Dlatego Kościół całą celebrację liturgii eucharystycznej ułożył z następujących części odpowiadających słowom i czynnościom Chrystusa. A mianowicie: podczas przygotowania darów przynosi się do ołtarza chleb i wino z wodą, czyli te elementy, które Chrystus wziął w swoje ręce; w czasie modlitwy eucharystycznej składa się Bogu dziękczynienie za całe dzieło zbawienia, a złożone dary stają się Ciałem i Krwią Chrystusa; przez łamanie chleba i Komunię św. wierni, choć liczni, z jednego chleba przyjmują Ciało Pańskie i z jednego kielicha piją Krew Pańską, podobnie jak apostołowie przyjęli je z rąk samego Chrystusa (por. OWMR 72).
Dary ofiarne są tzw. materią Mszy św. Są nimi chleb pszenny i wino z małą domieszką wody, zgodnie ze starochrześcijańskim zwyczajem wziętym z życia codziennego. Na Zachodzie od VI w. zaczęto konsekrować wyłącznie chleb niekwaszony, naśladując ostatnią wieczerzę. U Greków zachował się zwyczaj konsekrowania chleba kwaszonego. W dawnych czasach chleb miał formę spłaszczoną i okrągłą. Taki chleb łatwo można było łamać przed Komunią św. W IX w. zapoczątkowane były, a od XII w. znane już w całym Kościele komunikanty bardzo małych rozmiarów. Na hostiach pojawił się wytłoczony wizerunek Chrystusa, a później coraz to inne postacie i symbole. W średniowieczu wypiekanie chlebów ofiarnych odbywało się bardzo uroczyście. Podczas wypiekania hostii i komunikantów kapłani oraz diakoni, zwłaszcza w klasztorach, ubrani w humerały i alby śpiewali psalmy.
Przygotowanie darów pierwotnie było obrzędem prostym. Dary przeznaczone do przeistoczenia składano na ołtarzu. Na ogół wierni łączyli z tym ofiary na utrzymanie kleru, na potrzeby kościoła i ubogich. Za Konstantyna Wielkiego († 337 r.) np. składano: chleb, wino, winogrona, oliwę, ser, mleko, owoce, kwiaty, a w późniejszych czasach pieniądze lub kosztowności. Forma składania darów była różna w zależności od miejscowych zwyczajów.
Obecnie przygotowanie darów rozpoczyna się od przygotowania ołtarza. Rozkłada się na nim korporał, puryfikaterz, kielich i mszał. Od tej pory głównym miejscem celebracji Mszy św. staje się ołtarz. W przygotowaniu darów i przynoszeniu ich w procesji do ołtarza należy zachować następujące zasady: naczynie z chlebem i ampułki z winem i wodą należy przed Mszą św. przygotować w odpowiednim miejscu kościoła; wyznaczone osoby przynoszą je w czasie obrzędu przygotowania darów i wręczają kapłanowi; on je przyjmuje i przy ołtarzu przedstawia Bogu w modlitwie; jeśli oprócz chleba i wina niesie się także inne dary, należy je nieść na początku procesji; na końcu idą osoby niosące chleb i wino.
Przygotowanie darów składa się z całego zespołu obrzędów, jakimi są: modlitwa błogosławienia nad chlebem i winem, indywidualna modlitwa kapłana (tzw. apologia), ewentualnie okadzenie darów, ołtarza, kapłana celebrującego i wiernych, obmycie rąk, wezwanie do modlitwy, modlitwa nad darami.
Modlitwa nad darami (oratio super oblata) kończy obrzędy przygotowania darów. Po obmyciu rąk kapłan wzywa lud do modlitwy: „Módlcie się, aby moją i waszą Ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący". Lud odpowiada: „Niech Pan przyjmie Ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę swojego imienia, a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego".
Ponieważ dowolnie wprowadzane zmiany w tym wezwaniu (np.: aby naszą wspólną ofiarę) są dogmatycznie błędne (bo identyfikują władzę święceń z kapłaństwem powszechnym wiernych), dlatego zostały zabronione. Sprawujący liturgię eucharystyczną jest, jako szafarz tej ofiary, autentycznym kapłanem dokonującym na mocy specjalnej władzy święceń prawdziwego aktu ofiarnego, który prowadzi ludzi do Boga, wszyscy zaś, którzy w Eucharystii uczestniczą, nie składają ofiary tak jak on, lecz składają wraz z nim, na mocy kapłaństwa powszechnego wiernych, swoje duchowe ofiary, które wyraża chleb i wino od momentu złożenia ich na ołtarzu.
W modlitwie eucharystycznej liturgia ofiary osiąga swój szczyt. Jest ona centralną i kulminacyjną częścią całej akcji liturgicznej. Wielki szacunek dla modlitwy eucharystycznej i dla misterium prowadził do zwyczaju cichego jej odmawiania od wczesnego średniowiecza do czasu odnowy soborowej. Główną ideą modlitw eucharystycznych jest dziękczynienie za zbawcze dzieła Boże dokonane w historii, a zarazem wielbienie Ojca niebieskiego przez Chrystusa, w Duchu Świętym. Podkreślona jest w nich rola Ducha Świętego zarówno przy spełnianiu najświętszej ofiary, jak i przy jej owocowaniu w życiu, to jest przy jednoczeniu i uświęcaniu ludu Bożego. Mocniej podkreślona jest też skuteczność ofiary eucharystycznej, która winna się wyrażać w jedności i miłości, w dojrzewaniu człowieka do tego, by stawał się darem ofiarnym dla Ojca niebieskiego. Cechuje je otwarty i pełny optymizmu stosunek do świata. Świat jest bowiem dziełem Bożej miłości, odkupiony przez Chrystusa, nieustannie uświęcany i doskonalony przez Ducha Świętego. Budzą poczucie odpowiedzialności za bliźniego, za wszystkich chrześcijan, za szukających Boga i za wszystkich ludzi dobrej woli. Angażują wiernych do czynnego udziału przez aklamację, wyznanie wiary w obecność Chrystusa w Eucharystii i przez końcowe „Amen".
Modlitwa eucharystyczna jest centralną częścią celebracji eucharystycznej, zatem także całej Mszy św. Struktura tej modlitwy jest następująca: prefacja – złożenie dziękczynienia Bogu za wszystkie Jego dzieła; aklamacja „Święty, Święty, Święty"; epikleza – w epiklezie Kościół prosi Ojca o zesłanie Ducha Świętego na chleb i wino, aby Jego mocą stały się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa (jest to modlitwa błagalna); opis ustanowienia Eucharystii i przeistoczenia; anamneza – w anamnezie Kościół wspomina mękę, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Chrystusa; modlitwy wstawiennicze (za Kościół, za żyjących i zmarłych); doksologia końcowa. Modlitwa eucharystyczna odmawiana jest jedynie przez kapłana. Lud włącza się w nią, wykonując formuły ustalone w mszale. Do Soboru Watykańskiego II była to modlitwa odmawiana przez kapłana po cichu ze względu na ogromny szacunek, jakim ją darzono.
Przed prefacją, nigdy zaś w czasie samej prefacji, kapłan w krótkich słowach może wprowadzić wiernych do modlitwy eucharystycznej. Należy zgodnie z przepisami korzystać ze wszystkich modlitw eucharystycznych, a także aklamacji po przeistoczeniu znajdujących się w Mszale rzymskim. Nie wolno przełamywać Hostii podczas słów konsekracyjnych. Imię biskupa należy wymieniać według wskazań zawartych w Mszale. Nie wolno wymieniać osób, które nie mają świeceń biskupich. Nasz Mszał rzymski zawiera aż dziesięć różnych modlitw eucharystycznych. I jakkolwiek wszystkie one mają ten sam schemat modlitewny, to jednak mają inną genezę powstania i różne treści teologiczne. Do Soboru Watykańskiego II używano w celebracji Mszy św. tylko jedną modlitwę eucharystyczną – Kanon rzymski. Po wielu staraniach i prośbach kierowanych do Stolicy Świętej, papież Paweł VI w 1968 r. wprowadził do liturgii mszalnej trzy nowe modlitwy eucharystyczne. Odtąd celebrans miał możliwość wyboru spośród czterech modlitw eucharystycznych.
Na pierwszym miejscu pozostał czcigodny i starożytny Kanon rzymski, który od papieża Grzegorza Wielkiego († 604 r.) rozpowszechnił się w całym Kościele zachodnim. Obecnie zalecany jest na niedziele, uroczystości i święta. Na drugim miejscu znalazła się modlitwa eucharystyczna będąca przeróbką kanonu Hipolita Rzymskiego z początku III w., dlatego nazywa się ją modlitwą epoki męczenników. Ma ona charakter chrystologiczny i nowotestamentowy. Jej własną prefację można traktować jako zwykłą i stosować do innych modlitw eucharystycznych. Można również zastępować ją innymi prefacjami. Stosować można ją bez ograniczeń, uwzględniając prefacje własne i ewentualnie okresowe. Trzecia modlitwa eucharystyczna jest nową kompozycją, wzorowaną na liturgii gallikańskiej. Nawiązuje ona do działania Osób Trójcy Przenajświętszej w historii zbawienia. Bardzo przejrzyście ułożone zostały jej elementy składowe. Przy jej stosowaniu można posłużyć się różnymi prefacjami, bez ograniczeń. Z powodu swej przejrzystości nadaje się szczególnie do odmawiania w Mszach z ludem w niedziele i święta. Czwarta modlitwa eucharystyczna istotne części otrzymała z liturgii wschodniej św. Bazylego. Ma ona prefację nieodłączną, dlatego nie stosuje się jej w dni, w które obowiązuje prefacja własna. Nazywa się ją modlitwą historii zbawienia, ponieważ zawiera jej zarys. Stąd też nie stosuje się jej, gdy odmawia się wyznanie wiary, które również zawiera zarys historii zbawienia. Jej stosowanie zalecane jest w Mszach dla zaawansowanych w znajomości Pisma Świętego.
W Mszale rzymskim dla diecezji polskich ilość modlitw eucharystycznych została zwiększona do dziesięciu. Piąta z rzędu modlitwa eucharystyczna tworzy jedną całość ze swoją prefacją, dlatego nie można jej odmawiać, gdy przepisana jest prefacja własna. Posiada prefację w czterech wersjach (A, B, C, D), którym odpowiada modlitwa wstawiennicza za Kościół, również w czterech wersjach (A, B, C, D) i które trzeba łączyć A z A itd. Modlitwę tę zawsze trzeba odmawiać razem z prefacją. Można stosować ją nawet wówczas, gdy rubryki przypisują prefację okresową. Dwie następne modlitwy eucharystyczne związane są z tajemnicą pojednania, dlatego stosuje się je w Wielkim Poście oraz w Mszach o Krzyżu św., o pojednaniu itp. Obie posiadają własną prefację, lecz w ich miejsce można użyć innych prefacji, ale takich, których tematem jest pokuta i pojednanie. Dalsze trzy modlitwy eucharystyczne przystosowane są do Mszy odprawianych dla dzieci. Uwzględniają one wiek i stopień przygotowania dzieci do udziału we Mszy św. Dlatego też duszpasterz wybiera tę modlitwę, która najlepiej odpowiada konkretnej grupie dzieci. Stosowanie jednak tych modlitw eucharystycznych ma się ograniczać tylko do Mszy dla dzieci. Dla umożliwienia dzieciom czynnego udziału, wprowadzono większą ilość aklamacji. Zadaniem Mszy dla dzieci jest umożliwienie im czynnego i owocnego udziału oraz przygotowanie ich do udziału w Mszach dla dorosłych. Trzeba mieć na uwadze fakt, że dzieci rosną i w pewnym momencie będą musiały samodzielnie brać udział w zwykłej Mszy, odprawianej dla wszystkich.
Modlitwa eucharystyczna kończy się doksologią, która jest uwielbieniem Boga. We wszystkich modlitwach eucharystycznych brzmi jednakowo. Oparta jest na tekście anafory św. Hipolita Rzymskiego: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Amen". Końcowe „Amen" po doksologii jest najważniejsze w całej Mszy św. Przez to „Amen" lud podpisuje się niejako pod modlitwą eucharystyczną i potwierdza ją. Modlitwa ta wymaga, aby wszyscy obecni słuchali jej z czcią i w ciszy, i uczestniczyli w niej przez przewidziane aklamacje. Podczas tej modlitwy zakazane są wszelkie inne modlitwy i śpiewy oraz gra na organach czy innych instrumentach.

 

Katecheza 6
OBRZĘDY KOMUNII ŚWIĘTEJ I ZAKOŃCZENIA MSZY ŚWIĘTEJ
Szczytowym momentem uobecnienia dla nas dzieła zbawienia we Mszy św. jest przeistoczenie. W nim kryje się obecność tajemnicy paschalnej Chrystusa jako Ofiary i uwielbienia. Tajemnica ta ma się jednak dopełnić w przyjęciu daru ofiarnego. Chrystus powiedział: „bierzcie i jedzcie", „bierzcie i pijcie". Drugim więc ważnym momentem Mszy św. jest Komunia św. Jest ona naturalnym dopełnieniem Ofiary Jezusa i integralną częścią tej Ofiary. W liturgii tej części Mszy św. rozróżniamy trzy główne elementy: przygotowanie do uczty eucharystycznej wraz z liturgią pokoju; wspólną ucztę ofiarną i dziękczynienie po przyjęciu Komunii św.
Obrzędy Komunii rozpoczyna Modlitwa Pańska. Od IV w. była ona w liturgii jedyną modlitwą przygotowawczą do Komunii św. Najstarsze komentarze do Modlitwy Pańskiej w prośbie o chleb powszedni widzą aluzję do chleba eucharystycznego. Podobnie prośbę o odpuszczenie win rozumiano jako pragnienie oczyszczenia się na przyjęcie Ciała Pańskiego i Jego Krwi. Te dwie prośby zadecydowały, że Modlitwa Pańska stała się przygotowawczą do Komunii św. Obecne jej miejsce po modlitwie eucharystycznej ustalił papież Grzegorz Wielki, jako bardziej odpowiednie dla modlitwy przygotowawczej. W liturgii rzymskiej, aż do Soboru Watykańskiego II, kapłan odmawiał tę modlitwę sam, a wierni – najczęściej w osobie posługujących przy ołtarzu – włączali się na słowa: „ale nas zbaw ode złego". Podczas Soboru Kościół nakazał wrócić do pierwotnej tradycji i odtąd wszyscy wierni razem z kapłanem odmawiają albo śpiewają Modlitwę Pańską.
Wstępem do Modlitwy Pańskiej była zachęta: „wezwani zbawiennym nakazem i oświeceni pouczeniem Bożym". Jest to nawiązanie do polecenia Chrystusa: „Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz". Od ostatniego Soboru kapłan może to wprowadzenie improwizować. By jednak nie dopuścić do improwizacji o wątpliwej wartości, Mszał rzymski dla diecezji polskich zamieszcza kilka wariantów tego wprowadzenia, stosownie do różnych okresów roku liturgicznego.
Ostatnią prośbę Modlitwy Pańskiej podejmuje i rozwija następujący po niej embolizm. Zawiera on prośbę o uwolnienie całej wspólnoty wiernych od mocy zła, o zwycięstwo nad pokusami. Embolizm znany był w różnych obrządkach od V w. Według Ordo Romanus I, na końcu Ojcze nasz opuszczano „Amen" i dodawano embolizm odmawiany głośno. Istniały różne wersje embolizmu. Dzisiejsze jego brzmienie nawiązuje do wersji zawartej w Ordo Romanus I i brzmi: „Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa".
Lud kończy embolizm aklamacją, którą z powodu wielbiącej treści nazwano doksologią. Wzięta z hymnu zawartego w Didache brzmi następująco: „Bo Twoje jest królestwo, potęga i chwała na wieki". Przez prośbę o pokój embolizm jest przejściem do znaku pokoju.
Obrzęd pokoju, wprowadzony prawdopodobnie w V w., jest jednym z elementów przygotowawczych do Komunii św. W Kazaniu na górze Chrystus postawił zasadę, że służbę Bożą musi poprzedzić pojednanie z braćmi (Mt 5,23–24). Aby godnie przyjąć Ciało Pańskie i związane z tym łaski, trzeba być człowiekiem pokoju i przebaczenia. U pierwszych chrześcijan pocałunek pokoju znajdował się w tej części Mszy św., którą dziś nazywamy przygotowaniem darów. Wymieniali go nowo ochrzczeni. Zwyczaj ten pozostał do dziś w liturgiach wschodnich. W obrzędzie pokoju wierni błagają o pokój i jedność dla całego Kościoła i dla całej rodziny ludzkiej oraz wyrażają wzajemną miłość, zanim przyjmą Najświętszy Sakrament (por. OWMR 82).
Zewnętrznym wyrazem zgody z bliźnim jest znak pokoju. Początkowo był to pocałunek, zgodnie z ówczesnym zwyczajem. Później całowano pacyfikał, którym był relikwiarz lub krzyż. Wreszcie znak pokoju został ograniczony do liturgii święceń i uroczystych celebr. Obecnie w Polsce znakiem pokoju jest ukłon w stronę najbliżej stojących uczestników Mszy św. lub po-danie im ręki. Ten gest wykonuje się w milczeniu lub wypowiada słowa: „Pokój Pański niech zawsze będzie z tobą" albo: „Pokój z tobą", na co przyjmujący odpowiada: „Amen". Nie wolno używać formuły: „Pokój nam wszystkim".
Obrzęd zmieszania postaci eucharystycznych jest pozostałością historyczną, której nie da się jednoznacznie wyjaśnić. Obecnie celebrans po łamaniu Hostii, małą jej cząstkę wpuszcza do kielicha ze słowami: „Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, które łączymy i będziemy przyjmować niech nam pomoże osiągnąć życie wieczne". W historii zmieszanie postaci miało różną formę. Jedną z nich był ryt sancta. Polegał on na tym, że papież po łamaniu chleba jedną cząstkę zostawiał, by w czasie następnej Mszy św., wpuścić ją do kielicha. Ryt ten oznaczał ciągłość Ofiary Chrystusowej. Każda następna Msza św. to jedna i ta sama Ofiara. Drugą formą łamania postaci jest ritus fermenti. Polegał na tym, że papież wysyłał akolitów lub diakonów do kościołów tytularnych Rzymu z cząstkami chleba eucharystycznego. Celebransi w kościołach tytularnych wpuszczali je do swoich kielichów. Obrzęd ten symbolizował jedność Ofiary Chrystusowej. Msze św. odprawiane w różnych miejscach uobecniają tę samą ofiarę eucharystyczną. Również biskupi wysyłali cząstkę konsekrowanego chleba swoim prezbiterom oraz wzajemnie jeden drugiemu biskupowi, podkreślając jedność ofiary i jedność kapłaństwa.
Baranku Boży śpiewa się w czasie obrzędu łamania chleba. Śpiew ten wprowadził papież Sergiusz I († 701 r.). Od IX w. Baranku Boży śpiewano trzykrotnie. Od X w. na końcu wprowadzono: „obdarz nas pokojem". Obecnie Baranku Boży śpiewają wszyscy razem albo na przemian ze scholą lub kantorem i powtarza się tak długo, jak trwa łamanie chleba. Ostatnie wezwanie kończą słowa: „Obdarz nas pokojem". Po zakończeniu śpiewu Baranku Boży należy zachować chwilę ciszy na indywidualną modlitwę. Na słowa: „Oto Baranek Boży" i następujący po nim akt pokory kapłan ukazuje Hostię, trzymając ją albo nad pateną, albo nad kielichem.
Kiedy kapłan przyjmuje Najświętszy Sakrament, rozpoczyna się śpiew na komunię. Trzeba zadbać o to, aby i śpiewacy mogli dogodnie przystąpić do Komunii św. (por. OWMR 86). Powinni to uczynić w czasie Mszy św., a nie po jej zakończeniu.
Zgodnie z tym, co oznacza Eucharystia, jest rzeczą właściwą, by wierni, jeśli tylko spełniają wymagane warunki, przyjmowali Komunię, gdy uczestniczą we Mszy św. W tym samym dniu wierni mogą przyjąć Najświętszą Eucharystię najwyżej drugi raz tylko wtedy, kiedy po raz wtóry uczestniczą w całej Mszy św. (por. KKK 1388, przypis do tego punktu).
Dokumenty przypominają, że jest bardzo pożądane, aby wierni, podobnie jak kapłan, który jest do tego zobowiązany, przyjmowali Ciało Pańskie z hostii konsekrowanych w czasie danej Mszy św., a w przewidzianych przypadkach przystępowali do kielicha. Dzięki temu Komunia św. ukaże się także przez znaki jako uczestnictwo w aktualnie sprawowanej ofierze (por. OWMR 85). W tym celu do Mszy św. można używać jednej większej i głębszej pateny, na której konsekruje się hostię dla kapłana i komunikanty dla wiernych. Gdy rozdających Komunię św. jest więcej, np. są nadzwyczajni szafarze Komunii św. czy stali akolici, na prośbę celebransa biorą oni puszki z tabernakulum w czasie śpiewu: Baranku Boży i przynoszą naczynia z konsekrowanymi Postaciami na ołtarz, by stamtąd je wziąć po modlitwie: „Panie, nie jestem godzien, by iść rozdawać Komunię św."
Do Komunii św. zaleca się procesyjne podchodzenie. Ciało Pana jest bowiem pokarmem na drodze do życia wiecznego. Komunię św. można przyjąć w postawie klęczącej lub stojącej. Postawę stojącą należy zachować zawsze, gdy Komunii św. udziela się pod obiema postaciami. Wierni przyjmujący Ciało Pańskie w postawie stojącej wykonują wcześniej skłon ciała lub przyklękają na jedno kolano.
Komunii św. udziela się przez podanie Hostii wprost do ust. Jeżeli jednak ktoś prosi o Komunię na rękę przez gest wyciągniętych dłoni, należy mu w taki sposób jej udzielić. Przyjmujący winien spożyć Ciało Pańskie wobec szafarza. Wierni przystępujący do Komunii św. nie mogą sami brać konsekrowanego Chleba ani kielicha Krwi Pańskiej. Nie wolno im też podawać na rękę Hostii zanurzonej we Krwi Pańskiej.
Komunia św. pod obiema postaciami obowiązywała do późnego średniowiecza. Przyjmowanie bowiem Komunii pod obiema postaciami lepiej odpowiada wzorowi ostatniej wieczerzy i nakazowi Chrystusa. Jednak nauka teologów i wiara w obecność Chrystusa pod każdą postacią eucharystyczną spowodowały, że przyjęła się praktyka Komunii św. pod jedną postacią.
Po Komunii św. puryfikuje się patenę, kielich lub puszkę z boku ołtarza albo przy kredensie. Obrzędu tego nie należy przedłużać. Jeżeli naczynia zostały oczyszczone przy ołtarzu, ministrant odnosi je na kredens. Można jednak naczynia do puryfikacji, zwłaszcza gdy jest ich wiele, pozostawić odpowiednio nakryte na ołtarzu lub na kredensie na rozłożonym korporale, a po Mszy św., kiedy lud zostanie odesłany, dokonać oczyszczenia (por. OWMR 163, 183 i 192). Z IV w. pochodzi liturgiczna modlitwa dziękczynna kapłana, którą odmawia po cichu: „Panie, daj nam czystym sercem przyjąć to, co spożyliśmy ustami, i dar otrzymany w doczesności niech się stanie dla nas lekarstwem na życie wieczne".
Po rozdaniu Komunii św. zależnie od okoliczności kapłan i wierni przez pewien czas modlą się w ciszy. Jeśli okaże się to stosowne, całe zgromadzenie może też wykonać psalm lub inną pieśń pochwalną albo hymn (por. OWMR 88).
Po modlitwie po Komunii można podać ogłoszenia duszpasterskie. Powinny one być jednak krótkie, dobrze przemyślane i ograniczone do informacji koniecznych. Zbyt długie ogłoszenia, przeradzające się w dodatkową homilię, zacierają u wiernych religijne przeżycia Mszy, a powinny one owocować w ciągu całego tygodnia. Dobry duszpasterz stwarza optymalne warunki dla przeżyć religijnych. Nie będzie w tym nic niestosownego, gdy duszpasterz złoży na koniec życzenia dobrego wypoczynku niedzielnego w religijnej atmosferze i w gronie rodziny.
Jeśli przed rozesłaniem przemawia osoba świecka, czyni to nie z ambony, lecz do mikrofonu z miejsca przeznaczonego dla komentatora. Ambony nie powinno się wykorzystywać do wystąpień (przemówień), które nie są związane z proklamacją słowa Bożego. W obrzędach rozesłania poleca się korzystanie z różnych formuł błogosławieństwa. Poza błogosławieństwem zwykłym przewidziane są na niektóre ważniejsze dni i celebracje błogosławieństwa uroczyste, a także modlitwy nad ludem. Nowy Mszał zawiera 26 modlitw nad ludem i tyleż formuł uroczystego błogosławieństwa do wyboru. „Rozesłanie po Mszy św. to nakaz, który pobudza każdego chrześcijanina do zaangażowania w szerzenie Ewangelii i ożywianie społeczeństwa duchem chrześcijańskim" (Jan Paweł II Mane nobiscum Domine 24). Liturgia powinna być tak przygotowana i sprawowana, aby wierni wyszli z niej przeniknięci mocą Chrystusa Zmartwychwstałego. Wracając do zakrystii po zakończeniu Mszy św., można nieść krzyż i świece.
W historii Kościoła obrzędy rozesłania kształtowały się i zmieniały swoją formę. Już od IV w. obecne jest w obrzędach zakończenia Mszy św. rozesłanie: „Ite Missa est" przetłumaczone dzisiaj: „Idźcie w pokoju Chrystusa". Było ono zwyczajowym zakończeniem publicznych zebrań starożytnego świata i rozwiązywało zgromadzenia o charakterze świeckim (na dworze cesarskim czy zebrania senatu). Chrześcijanie nadali mu charakter religijny i wprowadzili do liturgii. Zwyczaj udzielania błogosławieństwa i czynienia znaku krzyża nad ludem pochodzi z XII w. W dawnej liturgii błogosławiono wiernych różnymi przedmiotami np.: kielichem, krzyżem lub relikwiarzem. Biskup, podobnie jak dziś, błogosławił, czyniąc znak krzyża trzykrotnie.
Niektórym może się wydawać, że obrzędy te kończą Mszę św. W sensie formalnym tak – są rozwiązaniem wspólnoty modlitewnej. Natomiast wezwanie „Idźcie w pokoju Chrystusa" zawiera w sobie wymiar misji. Oto każdy z nas doświadczył w Eucharystii bliskości i miłości Boga. Wysłuchaliśmy Jego słów, On sam dał nam siebie w Komunii św., zamieszkał pośród nas i jest w naszych sercach. Byłoby niewdzięcznością zachować Chrystusa tylko dla siebie. Ostatnie słowa Mszy św. są początkiem naszego niesienia Boga do wszystkich, których spotykamy na naszych drogach. Każdy z nas ma podzielić się Chrystusem i zanieść Go światu, do którego powraca po Mszy św. Zanieść Go do swojego domu, miejsca nauki i pracy. Ważne jest, by uświadomić sobie swoją misję i zadanie. Jako chrześcijanin idę do świata dawać świadectwo o miłości Boga. Inni, patrząc na mnie, albo przybliżą się do Boga, odnajdą drogę do Niego, albo się od Niego oddalą. Błogosławieństwo Boga na końcu Mszy św. ma mnie umocnić do odważnego i autentycznego świadczenia o Chrystusie. Dziś przyjmę je świadomie i będę pamiętać o moim zadaniu wynikającym z udziału w Eucharystii – zanieść Boga do ludzi, których spotkam.

 

Katecheza 7
GESTY I POSTAWY PODCZAS CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ
Każdy człowiek może okazywać to, co przeżywa w rozmaity sposób. Czyni to poprzez słowa, gesty czy postawy, bowiem mówi nie tylko ustami, ale całym sobą. Poprzez nasze gesty i słowa wyrażamy swoją miłość i szacunek nie tylko do naszych bliźnich, ale również do Boga. Istnieją gesty wyrażające coś dobrego, ale niedbale wykonane – wyrażają lekceważenie, brak szacunku. Postawy i gesty w liturgii również mają swoją symbolikę. Dlatego tak ważne jest, by były zachowywane i wykonywane z czułą starannością, czcią i skupieniem. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego zwraca uwagą na to, iż „zachowywanie przez wszystkich uczestników jednolitych postaw ciała jest znakiem jedności członków chrześcijańskiej wspólnoty zgromadzonych na sprawowanie świętej liturgii: wyrażają one bowiem i kształtują duchowe przeżycia uczestniczących" (OWMR 42).
Tak jak zewnętrzne zachowanie się człowieka wynika zawsze z wewnętrznego usposobienia, tak również w liturgii zewnętrzne wykonywanie pewnych gestów czy przyjmowanie postaw potrzebne jest dla obudzenia i rozwijania wewnętrznego kultu Boga. Kult bowiem ze swej natury ma charakter całościowy, to znaczy dotyczy tak wnętrza człowieka, jak i jego ciała. Ludzie praktykują pewne gesty dla głębszego i żywszego zajmowania się sprawami Bożymi.
Gesty i postawy ciała zarówno kapłana, diakona i usługujących, jak i ludu winny zmierzać do tego, aby cała celebracja 80
KATECHEZY
odznaczała się pięknem i szlachetną prostotą, aby w pełni przejrzyste było znaczenie jej poszczególnych części, zaś uczestnictwo wszystkich stawało się łatwiejsze. Mają one na celu bardziej wspólne duchowe dobro ludu Bożego, niż zaspokojenie upodobań lub opinii prywatnych osób.
Czasami mamy problem z wyjaśnieniem sensu przyjmowania jednakowych postaw i czynienia jednakowych gestów podczas celebracji Mszy św. Rodzi się wtedy pytanie: czym różni się postawa od gestu? Odpowiadając na nie, należy zauważyć, że postawa dotyczy układu całego ciała, gest zaś jego części: najczęściej głowy lub rąk. Postawy liturgiczne to: postawa stojąca, postawa klęcząca, postawa siedząca, leżenie krzyżem, procesja. Natomiast gesty liturgiczne to: pokłon, podnoszenie oczu, pocałunek pokoju, znak pokoju, nałożenie rąk, złożenie rąk, bicie się w piersi, obmycie rąk, znak krzyża.
Postawa stojąca jest wyrazem uszanowania. Wszędzie na widok osoby wyżej postawionej przybiera się postawę stojącą. Podczas liturgii postawa stojąca jest zewnętrznym znakiem głębokiego uszanowania dla Boga jako najwyższego Pana (Mt 6,5; Mk 11,25; Łk 18,11; 22,46). Postawę stojącą przybierają także osoby pośredniczące między dwiema stronami. W szczególny sposób przysługuje ona celebransowi, jako pośrednikowi między społecznością wiernych a Bogiem. Stąd celebrans stoi, gdy czyta słowo Boże i odmawia modlitwy. Stanie jest znakiem radości z odkupienia. Dlatego od czasów apostolskich w czasie sprawowania misteriów zbawienia przyjmowano postawę stojącą, zwłaszcza w niedzielę (dzień zmartwychwstania) i w czasie wielkanocnym. Wierni stoją: od wejścia kapłana aż do kolekty włącznie; podczas śpiewu przed Ewangelią, w czasie Ewangelii, wyznania wiary i modlitwy powszechnej, od wezwania: „Módlcie się, aby..." aż do Baranku Boży, z wyjątkiem modlitwy epikletycznej i słów przeistoczenia; w czasie modlitwy po Komunii i zakończenia Mszy św. W postawie stojącej ojcowie Kościoła widzieli symbol świętej wolności dzieci Bożych, które przez tajemnicę paschalną Jezusa Chrystusa zostały uwolnione od niewoli grzechu i mogą żyć w wolności dzieci Bożych. Omawiana postawa stojąca oznacza też gotowość do działania w liturgii.
Postawa klęcząca, zarówno jako dłuższa postawa modlitewna, jak również chwilowy gest, w liturgii chrześcijańskiej oznaczała wielbienie Boga i była postawą typowo chrześcijańską. Już od IV w. przyklękano na znak szacunku przed świętymi przedmiotami, jak: kościół, próg kościelny, ołtarz, krzyż oraz przed osobami, jak biskup czy kapłan.
W tym samym okresie postawa klęcząca nabrała również znaczenia pokutnego i błagalnego. Stała się znakiem człowieka skruszonego poczuciem winy oraz znakiem prośby człowieka szukającego opieki i pomocy. Pokutny charakter tej postawy sprawił, iż niegdyś synody diecezjalne, a nawet sobór w Nicei (325 r.) zakazywały w ogóle postawy klęczącej w niedziele i w całym okresie paschalnym. Klękano natomiast w dni postne oraz w okresie Wielkiego Postu.
W XI w. powstała herezja Berengariusza z Tours, archidiakona tamtejszego Kościoła. Zaczął on nauczać, iż chleb i wino w trakcie Mszy pozostają w zasadzie tym, czym były, nie ulegają żadnej istotnej przemianie, a stają się tylko szczególnymi symbolami Ciała i Krwi Chrystusa. Reakcją wiernych był rozwój kultu Chrystusa obecnego w Eucharystii; klękanie znów stało się symbolem wielbienia Boga w pierwotnym znaczeniu. Dlatego klęczy się przy adoracji Najświętszego Sakramentu, przy modlitwie zanoszonej do Boga i podczas różnych nabożeństw, których głównym celem jest zawsze wielbienie Boga, niezależnie od ich charakteru.
Wierni klęczą: w czasie modlitwy epikletycznej i przeistoczenia (wierni klękają na epiklezę, a wstają przed aklamacją po przeistoczeniu); na słowa: „Oto Baranek Boży"; „Panie, nie jestem godzien"; mogą klęczeć w czasie przyjmowania Komunii św., jeżeli taka forma została przyjęta we wspólnocie; mogą klęczeć od śpiewu Święty do doksologii: „Przez Chrystusa, z Chrystusem", jeśli taki zwyczaj istnieje we wspólnocie (por. OWMR 43).
Postawa siedząca według starożytnego zwyczaju przysługiwała urzędnikom, nauczycielom i sędziom jako znak władzy i godności (Ps 106,32; Mt 19,28; Łk 4,20). Sam Chrystus siedząc, nauczał w świątyni jerozolimskiej (Łk 2,46). Biskup zasiadał na swojej katedrze i z niej nauczał oraz przewodniczył liturgii.
Wierni w kościele nie zawsze siedzieli. Przez całe wieki w kościołach nie było ławek. W średniowieczu podczas długich nabożeństw wierni wspierali się na laskach różnego kształtu. Miejsca siedzące przewidziane były tylko dla duchowieństwa (stalle, sedilia). Siedzenia dla wiernych wprowadzili w swoich kościołach dopiero protestanci. Za ich przykładem poszli katolicy najpierw w krajach, w których było dużo protestantów, a później w całym Kościele powszechnym. Do ławek kościelnych katolicy dodali klęczniki (w protestanckich ich nie ma).
Siedzenie jest także postawą słuchającego ucznia. Jest znakiem skupienia, przyjmowania i rozważania słowa Bożego (Łk 2,46; 10,39; 1 Kor 14,30; Dz 20,9). Wierni mogą siedzieć: w czasie czytań i psalmu responsoryjnego; w czasie homilii; w czasie przygotowania darów; w czasie rozdzielania Komunii św. i milczenia po niej. Ludzie w starszym wieku, słabi i chorzy, mogą siedzieć w czasie całej Mszy św. i nie należy ich niepokoić. Podobnie w kaplicach szpitali i zakładów specjalnych trzeba uwzględnić stan zdrowia uczestników.
Leżenie krzyżem, czyli rzucenie się twarzą na ziemię, zwane także prostracją, znane było już w Starym Testamencie (Rdz 17,3; Pwt 9,18; 1 Krl 8,54; Joz 5,15) i jest znakiem najgłębszej adoracji oraz pokuty. Jest to jeszcze większe uniżenie siebie wobec Majestatu Bożego niż klęczenie. Leżenie krzyżem symbolizuje najgłębsze poniżenie siebie i najusilniejszą modlitwę. Lepiej niż słowa wyraża ono całkowite oddanie się Bogu i poczucie własnej słabości. W starożytności chrześcijańskiej praktykowane było jako uzewnętrznianie prywatnej pobożności. Do dnia dzisiejszego praktykę taką spotkać można szczególnie w miejscach świętych, w sanktuariach. Do liturgii rzymskiej padanie na twarz weszło prawdopodobnie pod wpływem ceremoniału bizantyńskiego. Obecnie celebrans kładzie się krzyżem przed ołtarzem na początku ceremonii Wielkiego Piątku, na znak, że odszedł nasz Pasterz, Jezus Chrystus. Podobnie osoby, które otrzymują święcenia padają na twarz i leżą krzyżem podczas śpiewania Litanii do Wszystkich Świętych. W wielu zgromadzeniach zakonnych przyjmujący profesję zakonną także przybierają postawę leżenia krzyżem.
Procesja (łac. procedare – iść, kroczyć) to szczególna forma postawy – cały czas w ruchu. Polega ona na kroczeniu, przemieszczaniu się z jednego miejsca na drugie. Nie jest to jednak chód bezcelowy i nic nieznaczący. Według symboliki liturgicznej wyraża on wędrówkę ludu wybranego z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej. Sobór Watykański II naucza, że każda procesja to symbol nowego ludu Bożego, pielgrzymującego za Chrystusem i z Chrystusem (na czele procesji niesiony jest przecież krzyż – znak Jego przejścia od śmierci do życia) do nieba (do Nowej Ziemi Obiecanej). Szczególną formą procesji są tzw. procesje teoforyczne, które pojawiły się w liturgii Kościoła od XIV w., wraz z rozwojem kultu eucharystycznego (gr. theos – Bóg, foros – nieść). Zwane są one zatem inaczej procesjami eucharystycznymi, bowiem w ich czasie niesiony jest w monstrancji Najświętszy Sakrament. W czasie liturgii Mszy św. występują następujące procesje: procesja wejścia, procesja z ewangeliarzem do ambony, procesja wiernych z darami (mogą ich zastępować ministranci), procesja komunijna, procesja wyjścia.
Pokłon (inklinacja od łac. inclino – skłaniam się) bardzo często stosowany jest w liturgiach wschodnich. Uważa się go tam za zwyczajny znak głębokiego szacunku i uwielbienia. W liturgii rzymskiej natomiast pokłon jest znakiem zarówno głębokiego szacunku, jak również usposobienia pokutnego, szczególnie wtedy, gdy ma związek z prośbą o oczyszczenie z grzechów (w sakramencie pokuty, spowiedzi powszechnej, przy akcie pokuty we Mszy św. itp.).
Skłon głowy lub ciała symbolizuje cześć i błaganie. W liturgii rzymskiej pokłon często zastępowany jest przyklęknięciem. Skłaniamy głowę, kiedy przynosimy jakiś przedmiot liturgiczny kapłanowi, np. podczas przygotowania darów ofiarnych. Skłon głowy jest znakiem szacunku i uprzejmości. Skłaniamy głowę, gdy wypowiadamy razem imiona trzech Osób Trójcy Świętej, gdy wypowiadamy imię: Jezus, Maryja, świętego, którego przypada wspomnienie, święto lub uroczystość.
Skłon ciała (ukłon głęboki) – przy tym pokłonie zginamy głęboko głowę i ramiona. To również jest znak czci i uwielbienia. Jeśli w jakimś kościele nie jest przechowywany Najświętszy Sakrament, wtedy skłaniamy ciało przed głównym ołtarzem, paschałem albo przed krzyżem. Po procesji wejścia kapłan, diakon i asystujący wykonują głęboki skłon w stronę ołtarza.
Podnoszenie oczu zawsze rozumiano jako znak zewnętrzny kierowania duszy do Boga. Modlący się człowiek spontanicznie kierował swój wzrok w górę wraz z myślami (Ps 122; Ps 123; Łk 16,23; J 11,41). Chrześcijanie hołdowali temu zwyczajowi tak dalece, że poganie wyśmiewali ich z tego powodu, jak podają Tertulian i św. Cyprian. Stare liturgie pozostawiały wiernym zupełną dowolność pod tym względem. Dokładniejsze przepisy dotyczące podnoszenia oczu podał dopiero Rytuał Rzymski w 1614 r. Wymagał na przykład podnoszenia oczu podczas przygotowania darów ofiarnych czy przed konsekrację. Praktyka podnoszenia oczu miała ułatwić uprzytomnienie sobie obecności Bożej i osiągnięcie większej serdeczności w modlitwie.
Posoborowa odnowa liturgiczna wymaga, aby oczy były zwrócone na ołtarz, na obrzędy, na lektora, na głoszącego słowo Boże, w celu łatwiejszego zachowania zgodności między myślami, słowami i czynnościami liturgicznymi.
Pocałunek w kulturze śródziemnomorskiej był znakiem pozdrowienia i czci. Znak ten wprowadzono do liturgii chrześcijańskiej jako symbol nadprzyrodzonej miłości, braterstwa, pokoju i wzajemnej zgody. Przez chrzest bowiem człowiek wchodzi w braterstwo chrześcijańskie, w którym miłość jest podstawową zasadą. Dlatego we Mszy św. pocałunek był gestem przygotowawczym do Komunii św. Jedność z braćmi jest jednością Ciała Mistycznego Jezusa Chrystusa, którą to jedność koronuje Komunia św. Obecnie pocałunek pokoju ma miejsce w czasie liturgii święceń.
Znak pokoju to zewnętrzny wyraz zgody z bliźnim. W odnowionej liturgii, w celebracji Eucharystii pocałunek pokoju zastępuje znak pokoju. W Polsce Episkopat wybrał jako znak pokoju ukłon w kierunku najbliższych osób lub podanie dłoni, nie wypowiadając przy tym żadnych słów. Znak pokoju to nie tylko pogodzenie się czy jakaś zewnętrzna forma serdeczności. Przekazujemy sobie pokój Chrystusowy, który jest prawdziwym Bożym darem; pokój, jakiego nie potrafimy zbudować sami – nie tak, jak daje świat (por. J 14,27).
Gest nałożenia rąk jest najbardziej wymownym spośród gestów wykonywanych rękami. W liturgii obrzęd ten należy do najstarszych. Sięga on czasów Chrystusa Pana, który wielokrotnie nakładał ręce na dzieci lub na chorych (Mk 7,33; 10,16; Łk 4,40; Dz 6,6; 2 Tm 1,6). Znaczenie nałożenia rąk zależy od obrzędu, w którym się je stosuje. We Mszy św. wyciąga się ręce nad darami ofiarnymi podczas modlitwy skierowanej do Boga Ojca o zesłanie Ducha Świętego, aby „dary te stały się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa" (tzw. epikleza). Gdy na końcu Mszy św. celebrans udziela błogosławieństwa w formie uroczystej (tzw. modlitwa nad ludem – oratio super populum), wyciąga ręce nad wiernymi, wypowiadając słowa błogosławieństwa.
Rozłożenie rąk i wzniesienie ich nieco w górę, to najstarsza forma postawy modlitewnej przekazanej przez liturgię. Gest ten oznacza, że adresatem modlitwy jest Pan Bóg. Symbolizuje człowieka, który z całą ufnością zwraca się do Boga i oczekuje od Niego pomocy. Chrześcijanie starożytni w tej postawie upatrywali również podobieństwo do Zbawiciela modlącego się na krzyżu. Dlatego też malowidła katakumbowe przedstawiają liczne postacie w tej postawie modlitewnej (orantes). Postawa ta w starożytności chrześcijańskiej praktykowana była powszechnie. Obecnie taką postawę w liturgii Mszy św. przyjmuje tylko kapłan.
Zwyczaj składania rąk z wyprostowanymi palcami zaczął się rozpowszechniać od XIII w. Zwyczaj ten praktykowany był tak w liturgii, jak i poza liturgią. Ten sposób składania rąk wywodzi się z frankońskiej formy składania hołdu zwierzchnikowi (tzw. homagium). Wasal ze złożonymi rękami występował przed swoim suwerenem, otrzymując od niego zewnętrzny znak inwestytury. Obrzęd ten wszedł do święceń prezbiteratu, gdzie nowo wyświęcony prezbiter swoje złożone ręce wkłada w ręce biskupa, przyrzekając mu i jego następcom cześć i posłuszeństwo. Składanie rąk przy modlitwie symbolizuje wzniesienie duszy do Boga i oddanie Mu się z wiarą. Jest znakiem poddania się Jego woli jako najwyższemu Panu.
Bicie się w piersi jest to znak pokory, skruchy i szczerego żalu za grzechy. Podczas wykonywania tego gestu wskazujemy na serce człowieka, gdyż „z serca pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa" (Mt 15,19). Niegdyś gest bicia się w piersi był stosowany także przed Komunią na słowa: „Panie nie jestem godzien...". Gest bicia się w piersi oznacza nasze oczyszczenie serca. Ponadto jest jakby „obudzeniem sumienia", które może jeszcze śpi.
Gest obmycia rąk kapłana symbolizujący wewnętrzne obmycie z ludzkich nieprawości, chociaż geneza tego gestu jest zupełnie inna. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa podczas ofiarowania nie składano pieniędzy, ale najczęściej jakieś dary natury: owoce, chleby itd. Kapłan musiał każdej ofiary przynajmniej dotknąć. Gdy już skończył przyjmować dary miał zazwyczaj brudne ręce. Stąd wziął się zwyczaj obmywania rąk, który z biegiem historii nabrał w liturgii znaczenia symbolicznego (por. OWMR 76).
Znak krzyża jest najczęściej wykonywanym gestem. Wykonując znak krzyża na sobie, niejako sami wyrażamy gotowość na ukrzyżowanie siebie. Wyróżniamy dwa rodzaje znaków krzyża: duży i mały. W czasie Mszy św. duży znak krzyża wykonujemy: na rozpoczęcie Eucharystii, na pokropienie wodą święconą, zastępujący akt pokuty (aspersja) i w czasie błogosławieństwa końcowego. Kapłan wykonuje znak krzyża nad ludem w czasie błogosławieństwa końcowego. Biskup błogosławi lud, czyniąc trzykrotnie znak krzyża nad nim. Mały znak krzyża wykonujemy przed Ewangelią, znacząc kciukiem małe znaki krzyża na czole, ustach i piersi.
W celebracji liturgii Mszy św. kapłan i wierni świeccy spełniają wiele gestów. Są one złączone z wypowiadanymi modlitwami lub aklamacjami. Zalecony gest spełniają więc te osoby, które odmawiają daną modlitwę. W przyjmowaniu postaw i spełnianiu gestów należy zachować wielki pietyzm i poszanowanie sacrum.

 

Katecheza 8
FUNKCJA ŚPIEWU W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ
Kościół w swej 2000-letniej historii tworzył i nadal tworzy muzykę i śpiewy, które stanowią dziedzictwo wiary i miłości, których nie należy zagubić. Naprawdę w liturgii nie możemy powiedzieć, że jeden śpiew jest równy innemu, ponieważ muzyka sakralna jest – poza wszystkim – samą liturgią, a nie jej służebnym ornamentem. Słowo „śpiewać" wraz ze słowami pochodnymi jest jednym z najczęściej używanych w Biblii (w Starym Testamencie występuje 309 razy, a w Nowym 36). W nawiązaniu kontaktu z Bogiem nie wystarczy samo zwykłe mówienie, ponieważ spotkanie z Bogiem rozbudza sfery egzystencji, które spontanicznie stają się śpiewem. Mało tego – to, co posiada człowiek okazuje się niewystarczające, aby wyrazić to, co chce wypowiedzieć i dlatego zaprasza cały świat stworzony, by razem z nim stało się śpiewem: „Zbudź się, duszo moja, zbudź, harfo i cytro! Chcę obudzić jutrzenkę. Wśród ludów będę Cię chwalił, Panie; zagram Ci wśród narodów, bo Twoja łaskawość sięga niebios, a wierność Twoja aż po chmury" (Ps 57,9–11).
Dla zrozumienia roli śpiewu kościelnego, będącego integralną częścią sprawowanej liturgii (por. KL 112) warto uświadomić sobie, że liturgia nie jest sprawowana przez jednostkę czy grupę, ale jest w pierwszym rzędzie działaniem Boga poprzez Kościół, ma swoją historię, bogatą tradycję oraz twórczy charakter. Liturgia, a co za tym idzie także muzyka sakralna, żyje we właściwej i ustawicznej relacji między zdrową tradycją i prawem rozwoju.
Niemal równocześnie z powstawaniem pierwszych obrzędów chrześcijańskich, zaczęły powstawać pierwsze utwory muzyczne ku czci Boga. Ponieważ wszyscy apostołowie wychowani byli w kulturze żydowskiej, pieśni towarzyszące uroczystościom chrześcijańskim niewiele różniły się od tych towarzyszących obrzędom żydowskim. Zarówno jedne, jak i drugie były to jednogłosowe śpiewy, które zawierały dużą ilość melizmatów. Śpiew liturgiczny w pierwszych wiekach chrześcijaństwa kształtował się na podłożu muzyki synagogalnej, częściowo syryjskiej i bizantyjskiej, a także w pewnym stopniu na gruncie greckiej muzyki późnoantycznej.
O ile Wschód dopuszcza jedynie muzykę wokalną, o tyle polifonia stała się kierunkiem ewolucji muzyki na Zachodzie, osiągając w śpiewie gregoriańskim nowy poziom i czystość, stając się jednocześnie kryterium muzyki sakralnej. Z czasem jednak do głosu dochodzą kolejne dwa czynniki: wolność artystyczna domagająca się coraz większej autonomii również w obrębie liturgii oraz pojawiające się msze parodiowane, łączące tekst mszy z melodią świeckiej muzyki, co powodowało, że wierni uczestniczący w liturgii Mszy św. mogli odnieść wrażenie, że do ich uszu dochodzi rytm jakiegoś szlagieru. Kryło się w tym niebezpieczeństwo dla wiernych uczestniczących w liturgii, ponieważ modlitwa przestała być źródłem muzyki, tym samym oddalając się od liturgii i fałszując jej naturę, uniemożliwiając wiernym pełne uczestnictwo w niej. Dlatego też konieczna była interwencja Soboru Trydenckiego przywracającego ukierunkowanie liturgii na służenie słowu i ograniczającego używanie instrumentów oraz ukazującego różnicę pomiędzy muzyką sakralną a świecką. Jedność muzyki liturgicznej i sakralnej można było zaobserwować po raz kolejny w epoce baroku, kiedy to uczestnicy liturgii, słuchając muzyki tego okresu, mogli doświadczyć chwały i obecności Bożej w tajemnicy piękna o wiele żywiej i intensywnej, niż mogłoby dokonać tego wiele kazań. I tym razem dostrzec można niebezpieczeństwa polegające na próżności w eksponowaniu własnych umiejętności, które przestają służyć dobru całości, wysuwają zaś na pierwszy plan samego artystę. W konsekwencji to, co sakralne zostało zdominowane przez muzykę operową i konieczne stały się interwencje Piusa X, który próbował usunąć z muzyki liturgicznej elementy operowe, uznając za wzór chorał gregoriański i polifonię epoki odnowy katolickiej z Palestriną na czele.
Muzyka sakralna, odnosząc się do poświadczonych i uaktualnianych w kulcie wydarzeń, będących skutkiem Bożego działania, które jest kontynuowane w historii Kościoła, za podstawę ma wiarę biblijną, w której dominuje słowo. Oznacza to, że jest ona wyższym sposobem przepowiadania i tutaj upatruje się źródła prymatu śpiewu w liturgii nad muzyką instrumentalną. W konsekwencji teksty biblijne i liturgiczne stanowią kryterium, którego powinna trzymać się muzyka liturgiczna.
Stale należy przypominać, że muzyka i śpiewy liturgiczne tworzone przez ponad 2000 lat są dziedzictwem, którego nie wolno zgubić, ponieważ naprawdę w liturgii nie możemy powiedzieć, że jeden śpiew jest równy innemu. Należy przy tym unikać ogólnej improwizacji lub wprowadzania takich gatunków muzycznych, które nie szanują zmysłu liturgii. Śpiew jako element liturgiczny winien być włączony we właściwą formę celebracji. W konsekwencji wszystko – tekst śpiewu, melodia i wykonanie – powinno odpowiadać znaczeniu celebrowanej tajemnicy, poszczególnym częściom obrzędu oraz okresowi liturgicznemu.
Oprócz śpiewanych części stałych Mszy św. mamy także części zmienne, do których zaliczamy: śpiew na wejście, przygotowanie darów i Komunię św. Jeżeli wykonuje się śpiew w języku narodowym, jego wybór jest określony normami, które wynikają z funkcji tego śpiewu. Śpiew na wejście ma rozpocząć akcję liturgiczną, pogłębić jedność zgromadzonych, wprowadzić ich myśli w misterium okresu liturgicznego lub obchodu świątecznego oraz towarzyszyć procesji kapłana i asysty (por. OWMR 47). Cztery funkcje, które śpiew na wejście powinien spełniać, to jednocześnie kryteria doboru, jakimi mają się kierować wszyscy odpowiedzialni za muzykę wiązaną z konkretną liturgią.
Przyznanie śpiewowi na wejście prawa do rozpoczynania liturgii podnosi jego rangę i skłania do zmiany dotychczasowego sposobu myślenia. Liturgia uroczysta, śpiewana, gdyż taką dokumenty i księgi biorą głównie pod uwagę, nie rozpoczyna się od dźwięku dzwonka umieszczonego przy wyjściu z zakrystii do prezbiterium. Dzwonek ma tylko informować o wyjściu celebransa do ołtarza.
Zgromadzenie liturgiczne musi być świadome swego wyjątkowego charakteru: poczucia święta i radości wypływających ze spotkania z Bogiem oraz ze wspólnotą. Śpiew na wejście musi być uzewnętrznieniem tego stanu ducha. Jednocześnie nie musi ograniczać się wyłącznie do wspólnego śpiewania. Słuchanie chóru jest równie ważne. W liturgii bowiem w pierwszym rzędzie nie chodzi o to, aby działać, ale aby być obecnym i otwartym na spełniającą się tajemnicę.
Dłuższe trwanie śpiewu na wejście w sposób niezawodny przyczyni się do pogłębienia jedności całego zgromadzenia. Jeśli to możliwe, także celebrans winien włączyć się we wspólny śpiew, a przynajmniej cierpliwie czekać na jego zakończenie. W ten sposób wspólnota i celebrans nawiązują wzajemną łączność.
Śpiew na wejście ma także zapowiadać celebrowaną tajemnicę. Z tego względu musi treściowo zgadzać się z dalszymi częściami liturgii. Ta zgodność ma dotyczyć czytań, modlitw, prefacji, treści święta lub okresu liturgicznego itp. Nieodpowiednia pieśń na wejście już na samym początku ukazuje całą liturgię w fałszywym świetle i wypacza jej główną myśl. Natomiast trafnie dobrana pieśń na wejście otwiera drogę do właściwego przeżywania i zrozumienia liturgii dnia.
Pieśń na przygotowanie darów towarzyszy procesji związanej ze składaniem darów ofiarnych. Rozpoczyna się ona zaraz po modlitwie powszechnej i trwa przynajmniej do momentu złożenia darów na ołtarzu. Śpiew ten powinien się zgadzać treściowo z obrzędem przygotowania darów, obchodem liturgicznym przypadającym w danym dniu lub z okresem liturgicznym. Treść dobieranych śpiewów powinna zgadzać się z charakterem obrzędu: oddanie się Bogu i bliźnim w miłości.
Śpiew komunijny powinien jednoczyć przyjmujących Ciało Pańskie. Komunia jest przede wszystkim zjednoczeniem sakramentalnym z Bogiem i z całym Kościołem. Udział w uczcie eucharystycznej sprzyja poczuciu jedności. Przy stole Pańskim gromadzą się zaproszeni przez Chrystusa chrześcijanie. Jednoczy ich zarówno jeden stół, jak i jeden pokarm. Śpiew komunijny powinien być wyrazem tej jedności.
Śpiew uwielbienia powinien rozpocząć się dopiero po zakończeniu rozdzielania Komunii św. i puryfikacji naczyń liturgicznych. W śpiewie uwielbienia adresatem czci staje się Bóg. Na pierwszy plan wysuwa się Jego wspaniałomyślność. Człowiek wyraża wdzięczność za wszelkie dobra, jakie otrzymuje od Boga i liturgia to akceptuje. Dziękczynienie trzeba składać za „wielką chwałę Boga". Mamy tu do czynienia z uwielbieniem bezinteresownym, które płynie z miłości. Dobór stosownych pieśni taką świadomość ma budzić i podtrzymywać.
Do istoty zgromadzenia liturgicznego należy jego początek i zakończenie. Wierni zebrani na Eucharystii zawsze byli witani, pozdrawiani i żegnani. Przez analogię można więc domniemywać, że jeżeli procesji wejścia towarzyszył śpiew, to również może on być stosowany w procesji odejścia. W ten sposób procesja na wyjście otrzyma odpowiednią „oprawę" mobilizującą uczestników liturgii do radosnego niesienia Dobrej Nowiny w życie.
Jak możemy zauważyć muzyka i śpiew w celebracji Mszy św. spełnia ważną rolę. Właściwością śpiewu jest zdolność tworzenia wspólnoty. Śpiew wspólny z góry zakłada bliskość i usuwa dzielące bariery. Jest on czynnością typu „rodzinnego" – wnosi między ludzi jakieś komunikatywne ciepło. W tym aspekcie muzyka i śpiew we Mszy św. przyczyniają się nie tylko do uświęcenia człowieka, ale są także aktami kultu Kościoła jako „sakramentu jedności". Śpiew, jako część składowa kultu liturgicznego, spełnia ważną funkcję stwarzania nastroju, klimatu ułatwiającego modlitewne skupienie, wzniesienie serc i umysłów do Boga, po prostu serdeczniej wyrażając modlitwę.
Zastanawiać może, dlaczego w wielu parafiach mimo różnego rodzaju pomocy, np. ekranów z wyświetlanym tekstem, wierni nie włączają się we wspólny śpiew. Wydaje się, że jest to ważny problem duszpasterski i formacyjny. Musimy sobie uświadomić, że muzyka i śpiew nie stanowi w życiu człowieka jedynie zdobniczego elementu, bez którego łatwo można się obejść, ale jest jego integralną częścią i wpływa na jego duchowy rozwój. Może być zarówno nośnikiem pozytywnych treści, ale również powodować dezintegrację osobowości człowieka.


Katecheza 9
FUNKCJA MILCZENIA W CELEBRACJI MSZY ŚWIĘTEJ
Gdyby mnie ktoś zapytał, od czego należy rozpocząć życie liturgiczne, odpowiedziałbym: od uczenia się ciszy i milczenia. Bez tego wszystko będzie nieważne i nieskuteczne. Nieodzownym więc elementem uczestnictwa we Mszy św. jest milczenie, które należy traktować jako wejście do wnętrza i interioryzację słowa oraz znak, który jest wychodzeniem poza rolę przesłaniającą istotę rzeczy. W perspektywie uczestnictwa we Mszy św. milczenie to chwila zatrzymania, podczas której człowiek uświadamia sobie to, co jest nieprzemijające. Bowiem napięcie w liturgii nie rodzi się w wyniku jej urozmaicania, lecz możliwości spotkania tego, co prawdziwie wielkie i niewyczerpalne, a co tym samym nie potrzebuje żadnego urozmaicenia, gdyż samo w sobie jest wystarczalne, a więc prawdy i miłości. Uświadamiając sobie znaczenie milczenia w liturgii, nie można sprowadzić go do kilku sekund ciszy między wezwaniem „Módlmy się" a oracją. Jego natura zależy od czasu, w jakim jest przewidziane w poszczególnych obrzędach. W akcie pokuty i po wezwaniu do modlitwy wierni skupiają się w sobie; po czytaniu lub homilii krótko rozważają to, co usłyszeli; po Komunii św. zaś wychwalają Boga w sercu i modlą się do Niego. Godne pochwały jest zachowanie milczenia w kościele, w zakrystii i w przylegających do niej pomieszczeniach już przed rozpoczęciem celebracji, aby wszyscy pobożnie i godnie przygotowali się do sprawowania świętych czynności (por. OWMR 45).
Obrzędy wstępne Mszy św. zawierają dwa rodzaje milczenia. Jest to milczenie oczyszczające, czyli akt pokuty, i milczenie jednoczące, które ma miejsce po wezwaniu kapłana „Módlmy się", a przed kolektą. Pierwszym elementem obrzędów wstępnych, w którym występuje milczenie, jest akt pokuty. Mszał rzymski przewiduje cztery formy aktu pokuty, uwzględniając również niedzielne pokropienie wiernych wodą święconą. Milczenie jednak ma miejsce tylko w trzech pierwszych formach aktu pokuty. Wszystkie one mają zbliżoną strukturę: wezwanie celebransa, chwila milczenia, prośba o przebaczenie i modlitwa kapłana. Takie milczenie określone zostało jako milczenie oczyszczające. Ma ono na uwadze postawę człowieka, który zwraca się do samego siebie i do Bogu, by pomyśleć o swoim życiu i dokonać krótkiej jego oceny. Jeśli zaniechalibyśmy spojrzenia na siebie w szczerości i prawdzie, bardzo szybko zgubilibyśmy drogę do Boga, jak też mogłoby dojść do zagłuszenia głosu sumienia.
Milczenie po tym wprowadzeniu i wezwaniu do aktu pokuty jest konieczne, by wierni mogli zwrócić się do siebie i wejść w siebie. Takie dostatecznie długie milczenie powinno być po-mocne w rozeznaniu duchowej sytuacji każdego uczestnika liturgii. Ten rodzaj milczenia domaga się od nas uświadomienia, że jest wśród nas żywy Chrystus; ono daje sposobność otwarcia się na prawdę o samym sobie i o Bogu. Pragnie On, aby nasze uczestnictwo we Mszy św. było dla nas czasem pełnej szczerości i godziną prawdy. Chwila refleksji ma nam uświadomić stan duszy i leczyć z zafałszowań i zakłamań moralnych, ma być źródłem jasnego widzenia siebie, rozeznania i rozgraniczenia pomiędzy pragnieniami chleba powszedniego a pragnieniami Boga i Jego woli.
Uczestnicy Mszy św. powinni zapytać siebie, czy myśli, słowa, uczucia, intencje i czyny były zgodne z wolą Bożą, czy raczej wynikały z własnego egoizmu i pychy. Umożliwi to nawiązanie i pogłębienie osobistego dialogu z Bogiem i ze zgromadzonym ludem. Milczenie oczyszczające uświadamia nam własną kruchość i grzeszność, jak również potrzebę pojednania z Bogiem, z ludźmi, z sobą samym. Lecz słabość i nasza niewierność nie są przeszkodami dla Bożej miłości. Warto także uświadomić sobie, że Jezus zawsze kocha nas takimi, jakimi jesteśmy i nigdy nie oddala się od człowieka. On nas stale zaprasza do przyjaźni z sobą, kiedy wyrzekniemy się grzechu.
Znakiem naszego powrotu niech będzie przyznanie się do winy jako modlitwa po milczeniu poprzedzającym akt pokuty, wyrażona w formie żalu i skruchy: „Spowiadam się Bogu wszech-mogącemu i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem" oraz słowa: „Panie, zmiłuj się nad nami", powtarzane trzykrotnie. Przez te modlitwy błagamy Boga o miłosierdzie. Szczerze wypowiadamy te słowa tylko wtedy, kiedy dobrze przeżyjemy ten błogosławiony czas milczenia oczyszczającego. Pamiętać należy, że to czas łaski i wielkiego błogosławieństwa, gdyż mamy możliwość i szansę zatrzymania się i uznania swojej małości, grzeszności i nędzy, by z czystym sercem i sumieniem zbliżyć się do ojcowskiego serca i kolejny raz doświadczyć Jego miłości.
Chrystus zwraca naszą uwagę na jeszcze jedną ważną sprawę, a mianowicie: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!" (Mt 5,23–24). W Eucharystii Bóg pomaga człowiekowi pojednać się z sobą przez to, iż okazuje mu swoją nieskończoną bliskość. Wynika z tego, że nie możemy w pełni uczestniczyć w ofierze mszalnej, jeśli nie przebaczymy bliźniemu i nie przestaniemy oskarżać go o błędy i słabości, którym sami podlegamy.
Drugim ważnym momentem w obrzędach wstępnych jest modlitwa zwana kolektą. Poprzedza ją wezwanie: „Módlmy się", a miejsce między wezwaniem i modlitwą jest czasem milczenia nazywanego milczeniem jednoczącym. Również ten rodzaj milczenia ma swój schemat. Zawiera się w nim zaproszenie zgromadzenia wiernych do modlitwy milczenia, chwila osobistej refleksji i oracja głównego celebransa, która kończy milczenie.
Owo milczenie i sama kolekta ma przygotować zgromadzenie eucharystyczne na przyjęcie słowa Bożego, zbierając w jedną całość to wszystko, co do tego momentu już zostało dokonane w ramach celebracji eucharystycznej. Czas milczenia w rzeczywistości jest intymnym dialogiem między człowiekiem i Bogiem, polegającym na pogłębieniu naszej z Nim więzi. To milczenie daje możliwość skupienia, wyciszenia i zrobienia miejsca dla modlitwy Chrystusowej w naszym sercu. Wezwanie: „Módlmy się" trzeba zrozumieć szerzej jako w ogóle wezwanie do modlitwy, jako przypomnienie, że modlitwa jest potrzebna naszemu życiu i stanowi o jego jakości. Po tym wezwaniu milczenie jest zaproszeniem, byśmy modlili się najprostszą myślą i słowem, rozmawiali z Bogiem jak z najlepszym Ojcem i wszystko przeżywali razem z Nim. W tym czasie nasze serca powinny zbliżyć się do Boga.
Podczas milczenia każdy z nas formułuje swoją własną modlitwę i swoją intencję, dla której dzisiaj przyszedł na Mszę św. Milczenie jednoczące to czas, w którym zgromadzeni wierni odpowiadając na wezwanie Pana, wznoszą do Boga modlitwę w różnorodności, której nikt nie może ogarnąć oraz w jednomyślności, jakiej nikt nie zdoła zakłócić, gdyż pochodzi ona z natchnienia tego samego Ducha.
Milczenie po wezwaniu do modlitwy może być wyrazem głębokiego zaufania Bogu, który najlepiej wie, czego potrzebujemy i dlatego nie przedstawiamy żadnej prośby, będziemy jedynie stali przed swoim Panem, ufając Mu bez granic. Stąd milczenie jednoczące jest pomostem między modlitwą indywidualną a wspólnotową, łączącym oba rodzaje modlitwy w jeden akt. To milczenie jest pożyteczne, jeśli jest przeżywane bez pośpiechu i niepokoju. Jeżeli ten czas jest za nadto skrócony i praktycznie zniesiony, wtedy „Módlmy się" traci swój sens, gdyż wiernym zabiera się możliwość przeniesienia na ołtarz swoich trosk, próśb i bólu. Omówione rodzaje milczenia w obrzędach wstępnych spełniają bardzo ważną rolę. W obu przypadkach wierni uczestniczący we Mszy św. dzięki milczeniu zostają wprowadzeni w atmosferę celebracji. Milczenie wywiera też znaczny wpływ na dalsze uczestniczenie w liturgii.
Milczenie może mieć miejsce także po pierwszym i po drugim czytaniu oraz po homilii. W tych chwilach milczenia słowo Boże przez moc Ducha Świętego przenika do serca człowieka, powodując jego modlitewną odpowiedź. Ten czas zatrzymania nad tekstem biblijnym powinien być dostosowany do potrzeb zgromadzenia, aby wierni mogli go rozważyć i przyjąć do serca. Wartość milczenia leży w tym, że bez niego „słuchając Boga, można Go nie usłyszeć", podobnie „jak patrząc na znaki, można ich nie widzieć – można być ślepym i głuchym na «duszę Słowa»". Chodzi o głębsze wniknięcie w sprawowane misterium dzięki dyspozycjom, jakie wytwarza usłyszane słowo Boże. „Milczenie daje możność wsłuchania się w głos Ducha Świętego przemawiającego do serca". Ono warunkuje przyjęcie i działanie słowa oraz wyzwala gotowość do oddania się Bogu w modlitwie eucharystycznej, jak i przyjęcie daru w uczcie paschalnej. Jak już wcześniej wspomniano, słowo Boże usłyszane podczas liturgii słowa oczekuje odpowiedzi, czyli wzywa do dialogu między Stwórcą i stworzeniem. Jednak nie może zabraknąć chwili refleksji, byśmy uświadomili sobie, że bez Boga nic nie jesteśmy w stanie uczynić, że tylko żywe Słowo nadaje sens i treść naszej codzienności.
Dzięki milczeniu możemy wyczuć wagę i głębię usłyszanych słów oraz możemy nadać właściwe znaczenie słowom, które sami wypowiadamy. Bez milczenia, ciszy, bez wewnętrznego skupienia nie jesteśmy w stanie zrozumieć sensu słów i nie jesteśmy też w stanie właściwie na nie odpowiedzieć. Milczenie w liturgii to nie tylko nie-mówienie. Lecz także rodzaj odpowiedzi na usłyszane słowo Boże. Milczenie w liturgii jest dynamiczne, jest dokończeniem akcji liturgicznej, dopowiedzeniem osobistym. Milczenie to uprzywilejowany czas usłyszenia Boga w czasie liturgii.
Momentem szczytowym całej celebracji eucharystycznej jest konsekracja, poświęcenie chleba i wina oraz przeistoczenie ich w Najświętsze Ciało i Krew Jezusa. Przeistoczeniu towarzyszy podniesienie postaci eucharystycznych. Kapłan oddaje im cześć przez przyklęknięcie, a lud Boży przez milczenie epikletyczne. Jest ono czasem rozbudzania w sobie dwóch uczuć, to jest miłości i ufności, których uczymy się od Chrystusa przez kontemplację przenajświętszych postaci. Przekonujemy się, iż Chrystus za ludzką nienawiść i złość odpłaca odwieczną miłością. To doświadczenie pobudza do miłości i wdzięczności Boskiemu Sercu.
Wpatrując się w Chrystusa, uczymy się składać samych siebie w ofierze, byśmy z każdym dniem przez Jego pośrednictwo osiągali coraz pełniejszą jedność z Bogiem i między sobą, by w końcu Bóg był wszystkim dla wszystkich. W tym czasie nawiązujemy osobisty kontakt z Bogiem. Milczenie zatem jest reakcją człowieka na działanie Boga i prowadzi do postawy, która daleka jest od służalczego poddaństwa. Ta adoracja daje początek innej rzeczywistości, to jest wierze. Staje się bezsłowną modlitwą uwielbienia Stwórcy, uznania Jego osoby i pokory oraz jest odpowiedzią na obecność Chrystusa.
Nie może być aktywnego uczestnictwa we Mszy św., godnego przyjęcia Ciała Chrystusa w Komunii, bez zachowania w odpowiednim momencie milczenia przymierza. Ono jest cząstką autentycznej i żywej celebracji oraz większego duchowego owocu. Milczenie przymierza jest zachwytem człowieka wobec Wszechmogącego. Pozostawać w nim oznacza uznać siebie za stworzenie potrzebujące obecności Boga, jak również jest błaganiem serca, aby On przyszedł. Treścią milczenia przymierza winno być nie tylko dziękczynienie, podziw, radość, miłość, ale refleksja nad otrzymanymi dobrodziejstwami oraz życie zgodne z wymaganiami woli Boga, poznanymi podczas Mszy św., szczególnie w części liturgii słowa. Jest to zespolenie się z Chrystusem w Jego postawie ofiarniczej w stosunku do Ojca, w gotowości realizowania swego powołania na co dzień.
Jeśli cisza i milczenie tak wiele znaczą w życiu religijnym, niepokoić musi przykry i trudny do zrozumienia fakt, że na ogół w większości zgromadzeń liturgicznych przewidziane we Mszy chwile milczenia nie są u nas zachowywane. Płynie to zapewne z niedoceniania ogromnej wagi ciszy dla owocnego przeżywania celebracji eucharystycznej. Może kryje się za tym obawa, że przy wprowadzaniu chwil ciszy liturgia zbytnio się przedłuży? Problem ten można jednak rozwiązać przez staranie o bardziej zwięzłą homilię i dobrze przemyślaną i przygotowaną celebrację. Sztuka milczenia, zdobywana stopniowo w czasie liturgii, pójdzie za uczestniczącymi w życie codzienne, które zwłaszcza dziś wymaga od człowieka odejścia na miejsce samotne, wejście w siebie, skupienie się w ciszy i milczeniu.


Katecheza 10
KOMUNIA DUCHOWA
Szczęśliwi są ci, którzy mogą codziennie uczestniczyć w Eucharystii w pełni i zjednoczyć się z Panem Bogiem. Niestety, ludzie chorzy i starsi, jeśli nie wychodzą z domu, nie mają takiej możliwości. Często także po dobrej spowiedzi i przyjęciu do swego serca Jezusa Eucharystycznego wielu osobom trudno jest znaleźć czas na to, by codziennie uczestniczyć we Mszy św. Po jedno-razowym przyjęciu Ciała Pańskiego osoby te zaprzestają dalszego karmienia się Świętym Pokarmem na życie wieczne. Wielkie pragnienie spożywania Ciała Bożego przegrywa wówczas ze zwykłym brakiem czasu, powodowanym pracą zarobkową czy też obowiązkami dnia codziennego. Często osoby te noszą w swoim wnętrzu pewien niedosyt, jakieś przeświadczenie o niewykorzystaniu czasu łaski, której dobry Bóg udzielił im przez święte sakramenty. Taki stan może doprowadzić nawet do wyrzutów sumienia.
Kościół katolicki wypracował praktykę komunii duchowej. Papież Pius XII w encyklice Mediator Dei zachęca, aby chrześcijanie, zwłaszcza gdy trudno im przyjąć eucharystyczny pokarm, przyjmowali go przynajmniej pragnieniem. Tak oto komunia duchowa staje się pokarmem dla pragnących i chlebem ducha dla głodujących. Oczywiście, nie zastąpi ona w pełni Ciała Pańskiego, ale staje się doświadczeniem bliskości Chrystusa Eucharystycznego. Dzięki temu osoba ochrzczona i wierząca oraz będąca w stanie łaski uświęcającej (bez grzechu ciężkiego) może napełnić się Duchem Świętym i zjednoczyć z Chrystusem w najgłębszym uczuciu miłości.
Należy pamiętać, że komunia duchowa jest to łączność człowieka z Jezusem Eucharystycznym. Realizuje się przez pragnienie przyjęcia komunii sakramentalnej. Przyjmować komunię duchową to jednoczyć się z Jezusem obecnym w Eucharystii. Jednocześnie to pragnienie posiada swój fundament w wierze ożywionej przez miłość. Istotnymi elementami komunii duchowej są: pragnienie – nie chodzi jednak o zwykłe życzenie, ale o rodzaj domagania się, żądania, silnego pragnienia („pragnienie płynące z żywej wiary"), pragnienie sakramentu Eucharystii przynoszącego zbawienie, pragnienie inspirowane przez miłość, pragnienie wyraźne, uświadomione.
Skutki komunii duchowej są tej samej natury co komunii sakramentalnej, a więc pomnożenie łaski uświęcającej, łaski miłości, czystości życia, jedności. Nie należy zbyt ostro rozdzielać komunii duchowej i sakramentalnej. Komunia duchowa dąży bowiem do sakramentalnej. Sakramentalna przedłuża się w duchowej, jakby jej wymaga. Przy komunii duchowej, jak i sakramentalnej dokonuje się realna, wypełniona łaską łączność z osobą Jezusa.
Może rodzić się pytanie: czy jest możliwość przyjmowania komunii także dla tych ludzi, których Kościół nie dopuszcza do komunii sakramentalnej? Dzisiaj są to przede wszystkim ci katolicy, którzy żyją w związkach bez ślubu kościelnego. Takie osoby nie mogą uzyskać rozgrzeszenia, ponieważ nie posiadają dyspozycji potrzebnej do otrzymania przebaczenia i pojednania z Bogiem i Kościołem. Tą dyspozycją jest szczera wola nawrócenia się i niegrzeszenia więcej. Uwzględniając taką sytuację, Kościół apeluje do duszpasterzy, by osoby żyjące w małżeństwach niesakramentalnych poczuły miłość Chrystusa i macierzyńską bliskość Kościoła. Powinno się je przyjmować z miłością, wzywać do ufności w miłosierdzie Boże i wskazywać im z roztropnością i szacunkiem konkretne drogi prowadzące do nawrócenia, a także do uczestnictwa w życiu wspólnoty kościelnej. W Sacramentum Caritatis Benedykt XVI powtórzy wskazania Jana Pawła II zawarte w adhortacji Familiaris consortio, modyfikując je jednak o pewien istotny szczegół. I tak „osoby rozwiedzione, które zawarły ponowne związki, nadal – pomimo ich sytuacji – przynależą do Kościoła, który ze szczególną troską im towarzyszy w ich pragnieniu kultywowania, na tyle, na ile to jest możliwe, chrześcijańskiego stylu życia poprzez uczestnictwo we Mszy św., choć bez przyjmowania Komunii św., słuchanie słowa Bożego, adorację eucharystyczną, modlitwę, uczestnictwo w życiu wspólnotowym, szczerą rozmowę z kapłanem czy ojcem duchownym, oddawanie się czynnej miłości, dziełom pokuty oraz zaangażowaniu w wychowanie dzieci" (SC 29). W duchowości chrześcijańskiej rozmowa duchowna opiera się na przeświadczeniu, że prawdziwym przewodnikiem jest Duch Święty. Osoba, która prosi o rozmowę duchowną, chce się temu Duchowi poddać. Natomiast ojciec duchowny to nikt inny jak ten, kto próbuje pomóc odkryć inspiracje Ducha Świętego. W stosunku do małżeństw niesakramentalnych Kościół kieruje się dwoma zasadami ewangelicznymi. Z jednej strony zasadą miłości i miłosierdzia, ukazując drogę powrotu do Boga, a z drugiej – zasadą prawdy i wierności nauce Chrystusowej. Kościół nie zgadza się dobra nazywać złem, a zła dobrem. Realizując te zasady, zawsze służy i pomaga wszystkim rodzinom.
Do komunii duchowej nawiązał Jan Paweł II, pisząc w encyklice Eclesia de Eucharistia: „Eucharystia objawia się zatem jako zwieńczenie wszystkich sakramentów, dzięki którym osiągamy doskonałą komunię z Bogiem Ojcem przez utożsamienie się z Jednorodzonym Synem, dzięki działaniu Ducha Świętego. Z jasnością płynącą z wiary wyrażał tę prawdę wybitny pisarz wywodzący się z tradycji bizantyjskiej: w Eucharystii «w odróżnieniu od każdego innego sakramentu tajemnica [komunii] jest tak doskonała, iż prowadzi do szczytu wszelkich dóbr: to tu znajduje swój kres wszelkie ludzkie pragnienie, ponieważ tu otrzymujemy Boga i Bóg wchodzi w doskonałe zjednoczenie z nami». Właśnie dlatego warto pielęgnować w duszy stałe pragnienie Sakramentu Eucharystii. Tak narodziła się praktyka «komunii duchowej», szczęśliwie zakorzeniona od wieków w Kościele i zalecana przez świętych mistrzów życia duchowego. Św. Teresa od Jezusa pisała: «Kiedy nie przystępujecie do Komunii i nie uczestniczycie we Mszy św., najbardziej korzystną rzeczą jest praktyka komunii duchowej... Dzięki niej obficie jesteście naznaczeni miłością naszego Pana»"(34).
Rodzi się pytanie: jak przyjąć komunię duchową? Odpowiedź jest prosta: pragnieniem, dlatego nazywamy ją również komunią pragnienia. Musimy w sobie wzbudzić serdeczną prośbę, żeby Pan Jezus raczył przyjść do nas i być z nami, chociaż nie możemy Go przyjąć sakramentalnie. Tę prośbę można kierować do Niego, słuchając radiowej czy telewizyjnej Mszy św. W danej chwili skupiamy się i przenosimy się przed tabernakulum z Przenajświętszym Sakramentem. Najlepiej uczynić to w miejscu odosobnionym, np. w pokoju, gdzie aktualnie nikogo nie ma. Odosobnienie gwarantuje łatwość skupienia oraz intymność duchowego spotkania z Bogiem. Najpierw należy wzbudzić żywą wiarę w obecność Jezusa Chrystusa. Można w tym celu odmówić akty wiary, nadziei i miłości albo posłużyć się inną modlitwą spontanicznie przez siebie ułożoną. Następnie należy ufnie otworzyć swoje serce na Boga (wewnętrznym aktem) i odmawiając modlitwę Ojcze nasz, przyjąć pokorną postawę dziecka Bożego. Taka postawa będzie świadczyć o naszym zaufaniu wobec woli Boskiego Odkupiciela, który cały pragnie się udzielać wierzącemu. Kiedy osiągniemy taki stan ducha, wówczas należy poprosić Jezusa Chrystusa, aby przyszedł do naszego serca i zamieszkał w nim. Trzeba to uczynić prostymi słowami, np.: „Przyjdź, Panie Jezu, Chlebie życia i zamieszkaj w mym sercu, bym zawsze należał tylko do Ciebie". Następnie odmawiamy, tak jak w czasie Mszy św., Baranku Boży i wyobrażamy sobie przychodzącego do naszego serca Chrystusa. W ciszy tego duchowego wydarzenia należy trwać przez kilka chwil. Potem uwielbiamy Boga i dziękujemy mu za otrzymaną łaskę. Tak przyjęta komunia duchowa przyczynia się do duchowego postępu. Ten rodzaj komunii jest bardzo przydatny dla osób, które słuchają Mszy św. przez radio albo uczestniczą w niej za pośrednictwem telewizji. Mogą one bowiem głębiej przeżywać Mszę św.
Każdy chrześcijanin, chcąc w pełni realizować swoje powołanie, powinien możliwie jak najczęściej przyjmować Komunię św. Nie zapominajmy, że komunia duchowa jest także ogniskiem życia chrześcijańskiego, z którego promieniuje miłość Boża. Niektórzy, nawet jeżeli tego dnia przystąpili do komunii sakramentalnej, przyjmują komunię pragnienia, ilekroć wstępują do kościoła, choćby tylko na krótko, na adorację Najświętszego Sakramentu. Są tacy, którzy mają zwyczaj przyjmować komunię pragnienia codziennie podczas modlitwy wieczornej, a zazwyczaj są to ci sami, którzy do sakramentu Komunii św. przystępują często, a nawet codziennie.
Jedna z sugerowanych form przyjmowania duchowej komunii proponowanych przez bł. ks. Michała Sopoćko: „Panie Jezu, ponieważ nie mogę w tej chwili przyjąć Ciebie w Świętym Sakramencie Eucharystii (tu można wymienić dlaczego), błagam Cię, abyś przyszedł duchowo do mojego serca w duchu Twojej świętości, w prawdzie Twojej dobroci, w pełni Twojej władzy, w łączności z Twoimi tajemnicami i w doskonałości Twoich dróg. O Panie, wierzę, zawierzam, wychwalam Ciebie. Żałuję za wszystkie moje grzechy. O najświętszy sakramencie, o Boski sakramencie, zawsze niech będzie Twoja wszystka chwała i dziękczynienie".


Katecheza 11
SZATY LITURGICZNE
Szaty liturgiczne, podobnie jak szaty starożytnych Rzymian, możemy podzielić na dwa rodzaje: na wierzchnie i na spodnie. Szaty spodnie to humerał, alba i pasek. Do szat liturgicznych wierzchnich zaliczamy: ornat, dalmatykę i kapę.
Humerał jest pierwszą szatą, którą kapłan, ubierając się do Mszy św., nakłada na siebie. Przyjmuje się dzisiaj, że humerał pochodzi od chusty, jaką starożytni Rzymianie wkładali na szyję i ramiona pod wierzchnią szatę. W lecie chroniła ona przed potem, w zimie zaś przed zimnem. Po raz pierwszy humerał został wspomniany w Ordines Romani I (VII w.), gdzie jest mowa o tym, że biskup, diakoni i subdiakoni regionalni wkładali go na albę. Nie ulega jednak wątpliwości, że humerał stosowany był znacznie wcześniej. W czasach karolińskich z Rzymu przeszedł do innych krajów łacińskiego Zachodu. Nakładanie humerału na albę było zwyczajem rzymskiego duchowieństwa, natomiast we Francji nakładano go pod albę. Zawsze wymagano, by humerał był nieskazitelnej czystości i uważano go za coś niezbędnego do liturgii mszalnej, tak jak inne szaty liturgiczne. Na wprowadzenie humerału w życie wpłynął bez wątpienia nie tylko rozwój historyczny tej szaty, ale i inne motywy, przede wszystkim troska o zabezpieczenie droższych paramentów przed potem, zasłonięcie obnażenia szyi przy czynnościach liturgicznych, potrzeba ogrzania szyi w kościołach zimnych i wilgotnych oraz obawa przed utraceniem głosu, dlatego nazwano humerał strażnikiem głosu.
W świetle aktualnych przepisów liturgicznych humerał jest strojem dowolnym. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego mówi: „Jeżeli alba nie osłania dokładnie zwykłego stroju koło szyi, przed włożeniem alby należy nałożyć humerał" (298). Wydaje się jednak, że ze względów higienicznych, zwłaszcza w okresie letnim, nie należałoby z niego rezygnować.
Alba należy z pewnością do najstarszych szat liturgicznych i kiedyś przy ubieraniu się kapłana do liturgii zajmowała pierwsze miejsce, ponieważ zakładana była przed humerałem. Jak sama nazwa mówi, jest białą szatą z długimi rękawami okrywającą celebransa od szyi do stóp. Wywodzi się od codziennej rzymskiej tuniki. Prosty krój i forma tuniki rzymskiej sprawiły, że szybko przyjęła się ona w liturgii. Pierwszą wzmiankę o albie jako szacie liturgicznej znajdujemy na IV Synodzie Kartagińskim w 398 r., w kanonie 41, który zabrania diakonom oraz innym osobom o niższych święceniach noszenia alby poza wykonywaniem czynności liturgicznych. Z tego można wysnuć wniosek, że kapłani i biskupi nosili albę również poza kościołem. Jako strój liturgiczny, wspólny dla wszystkich stopni duchownych, wspomniana jest już na soborze w Narbonne w 589 r., gdzie jest mowa o tym, aby diakoni, subdiakoni i lektorzy nie zdejmowali alby przed zakończeniem Mszy św. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego podaje, że „Szatą liturgiczną wspólną dla wszystkich szafarzy wyświęconych i ustanowionych jakiegokolwiek stopnia jest alba, przepasana na biodrach paskiem, jeżeli nie jest uszyta w taki sposób, że przylega do ciała nawet bez paska. Jeżeli alba nie osłania dokładnie zwykłego stroju koło szyi, przed przywdzianiem alby należy nałożyć humerał. Alby nie można zastępować komżą, nawet nałożoną na sutannę, wtedy gdy wkłada się ornat lub dalmatykę albo gdy zamiast ornatu czy dalmatyki używa się samej stuły" (336).
Pasekcingulum, służył Rzymianom do przewiązywania tuniki. Pierwszym świadectwem liturgicznego użycia paska zdaje się być list papieża Celestyna do biskupa Narbony, któremu za-rzuca, że nosząc płaszcz i pas, stosuje się tylko do litery prawa, nie zaś do ducha, ponieważ pas oznacza czystość. W średniowieczu pasek miał kształt lnianej taśmy. Cingulum w kształcie sznura występuje nie wcześniej niż po XV w. Wtedy też na sznurze zaczęły się pojawić bogate ozdoby o motywach kwiatów, zwierząt, niekiedy ozdoby te wykonywane były z drogich kamieni i szlachetnych metali. W obecnej praktyce pasek liturgiczny jest najczęściej zwykłym sznurem kręconym, wykonanym z wełny, lnu lub jedwabiu, z frędzlami na obydwu końcach.
Do szat liturgicznych wierzchnich zaliczamy ornat, dalmatykę i kapę. Odnośnie do szat liturgicznych Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego mówi: „W Kościele, który jest Ciałem Chrystusa, nie wszyscy członkowie pełnią jednakowe czynności. To zróżnicowanie funkcji w sprawowaniu Eucharystii ukazuje się zewnętrznie przez różnorodność szat liturgicznych. Dlatego szaty te powinny być znakiem funkcji właściwej każdemu z po-sługujących. Poza tym szaty liturgiczne winny podkreślać piękno świętych czynności. Szaty, jakie mają ubierać kapłani, diakoni, a także pełniący posługi świeccy, przed oddaniem do użytku liturgicznego mogą zostać pobłogosławione zgodnie z obrzędem podanym w Rytuale Rzymskim" (335).
Ornat. W dokumentach liturgicznych występuje wiele nazw na oznaczenie ornatu. W Galii i Hiszpanii – casula, w Rzymie – najczęściej planeta. Polska nazwa ornat jest spolszczeniem łacińskiego słowa ornatus – ubiór. Ornat wywodzi się od starożytnej opończy. Od II w. jest w użyciu liturgicznym. Świadczą o tym mozaiki w bazylice w Ravennie San Apolinary in Classe, gdzie biskup ubrany jest w strój liturgiczny składający się z ornatu, dalmatyki i paliusza. Początkowo w Rzymie aż do IX w. ornat był szatą dla wszystkich stopni duchownych. W Ordines Romani widzimy akolitów, lektorów, subdiakonów i diakonów ubranych w ornaty. Ci ostatni wprawdzie posiadali już własny strój liturgiczny, którym była dalmatyka o kolorze białym, symbolizującym radość, lecz zdejmowali ją na procesję, podczas dni żałoby i pokuty. Zaświadcza o tym Amalariusz, biskup Metzu w IX w. Ornat przez długie wieki zachowywał formę szerokiej i dostojnej starożytnej paenuli, pierwotnie zakładanej przez głowę, mającej u góry kształt prawie doskonałego koła, podczas gdy idąc ku dołowi, przybierała ona kształt stożka. Okrywała ona całą sylwetkę celebransa niczym dom – stąd nazwa casula. Zarówny tył, przód i boki casuli miały jednakową długość. Taki krój ornatu zdecydowanie ograniczał ruch ramion i utrudniał wykonywanie gestów, tym bardziej, że materiał, z jakiego był wykonany, był bardzo ciężki i bogato zdobiony. Na przełomie X i XI w. nastąpiła pierwsza modyfikacja, polegająca na znacznym skróceniu długości przedniej ornatu, uciętej na kształt półkola lub częściej na kształt szpicu, oraz na skróceniu szerokości. Na przełomie następnych wieków, XII i XIII, przeważały ornaty w formie dzwonowej: bardzo szerokie i jednakowo długie z obydwu stron. W wiekach późniejszych, XIII–XV, pojawiły się ornaty gotyckie, jednakowo długie i szerokie z przodu i z tyłu, obszerne, okrywające całkowicie ramiona i spadające swobodnie ze wszystkich stron wokół ciała. W myśl obecnych przepisów liturgicznych „kapłan sprawujący Mszę świętą oraz inne czynności liturgiczne połączone z nią bezpośrednio, na albę i stułę wkłada ornat, chyba że obowiązuje inny przepis" (OWMR 337).
Dalmatyka najprawdopodobniej pochodzi z Dalmacji, prowincji greckiej i została zapożyczona przez starożytnych Rzymian. Jako szata liturgiczna jest używana najpóźniej od III w. Świadectwem tego jest fresk w katakumbach św. Pryscylli w Rzymie, przedstawiający obrzędy konsekracji dziewicy, których dokonuje biskup ubrany właśnie w dalmatykę i ornat. Liber Pontificalis z IV w. przypomina, że szata ta jest honorowym strojem diakonów rzymskich i że została im przyznana przez papieża Sylwestra (314–335) dla odróżnienia ich posługi od reszty kleru oraz dla podkreślenia ich szczególnego związku z papieżem, biskupem Rzymu. Z tego wynika, że na początku dalmatyka była wyłącznie strojem rzymskim, dopiero później, około IX w. stała się szatą liturgiczną używaną w całym Kościele. Dalmatyka w zasadzie dotrwała do naszych czasów w swej pierwotnej formie, bez zasadniczych zmian. W pierwszym tysiącleciu dalmatyka była szatą długą, sięgająca za kolana, jej rękawy zaś sięgały łokci. Od XIV w. zaczął się proces skracania długości szaty.
Obecnie dalmatyka jest strojem diakońskim noszonym przy sprawowaniu funkcji razem z kapłanem lub biskupem – diakon nakłada dalmatykę na albę i stułę (por. OWMR 338). Podczas niektórych szczególnych uroczystości, jak Narodzenie Pańskie, Zmartwychwstanie oraz Msza krzyżma św. czy święcenia kapłańskie, dalmatykę nakłada również biskup. Nakłada ją pod ornat. Z tej racji dalmatyka biskupa wykonana jest zawsze z cienkiego materiału, przez co jest bardzo lekka.
Kapa. Na oznaczenie kapy istniały dwie nazwy: we Włoszech i Francji nazywano ją pluviale, natomiast w krajach północnych cappa. Istnieją różne opinie co do jej pochodzenia. Wilpert uważa, że pochodzi ona od starożytnej lacerny przedłużonej za kolana. Inni są zdania, że wywodzi się od peleryny chroniącej przed deszczem, wyposażonej w kaptur i rozpiętej dla wygody z przodu. O ile ornat ze względu na swoją bogatą symbolikę używany był zawsze do Mszy św., o tyle kapa ze względu na swoją lekkość i wygodę bardzo szybko stała się strojem liturgicznym używanym podczas procesji, nabożeństw oraz sprawowania liturgii godzin. W XI w. kapa stała się strojem liturgicznym już w całym Kościele. Należy zaznaczyć, że kapa nie była nigdy wyłącznie strojem kapłańskim, ale używali jej duchowni wszystkich stopni święceń. Dziś może być używana we wszystkich nabożeństwach poza Mszą św. przez biskupa, kapłana i diakona. Przy nieszporach z udziałem biskupa mogą jej używać również asystujący diakoni. Szczególną formą kapy jest tzw. capa magna, posiadająca obfitsze kształty, która może być noszona przez biskupa ordynariusza w obrębie swojej diecezji w specjalne uroczystości.
Stuła jest elementem wspólnym dla diakonów, prezbiterów i biskupów. W najstarszych dokumentach liturgicznych spotykamy ją pod nazwą orarium lub mappa, sudarium. Od XII w. termin orarium całkowicie zanika i zostaje zastąpiony wyrażeniem stola. Jako parament liturgiczny orarium pojawiło się w drugiej połowie IV w., najpierw na Wschodzie, skąd pod koniec V w. przejęte zostało przez liturgię zachodnią. Diakoni na Zachodzie z wyjątkiem Rzymu nosili stułę na lewym ramieniu, niezawiązaną i na dalmatyce, aby w ten sposób odróżnić się od subdiakonów. Takie wyraźne polecenie znajdujemy w orzeczeniach synodu w Bradze (563 r.). Natomiast IV Synod w Toledo (633 r.) zabraniał diakonom noszenia dwóch stuł, ponieważ zarówno biskupi, jak i kapłani nosili tylko jedną stułę. W XIII w. upowszechnił się zwyczaj noszenia stuły przez diakona na lewym ramieniu, kapłan zaś krzyżował ją na piersi. Biskup natomiast używał stuły bez skrzyżowania jej. Obecnie przepisy nie przewidują zakładania stuły w formie skrzyżowanej. Odnośnie do noszenia stuły przez diakona obowiązuje dawny przepis.
Komża powstała ze skrócenia alby. Wkładanie alby na grube odzienie w krajach Północy stawało się niepraktyczne i uciążliwe. W chórze albę zastąpiła komża. Do XI w. była właśnie strojem chórowym. Od XV w. stosowano ją także w innych czynnościach liturgicznych. Obecnie nie można używać komży zamiast alby, gdy wkłada się ornat, dalmatykę lub gdy zamiast ornatu czy dalmatyki nakłada się samą stułę (OWMR 298)
Jak mogliśmy zauważyć, używane w liturgii szaty liturgiczne wywodzą się z szat stosowanych w starożytności greckiej i rzymskiej. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa szaty, które nosił kapłan, sprawując czynności liturgiczne, nie różniły się od zwykłego ówczesnego stroju. Dopiero w późniejszych wiekach kapłan na czas celebracji liturgicznych zmieniał strój codzienny na świąteczny.


Katecheza 12
MSZA ŚWIĘTA PRAWDZIWYM SPRAWDZIANEM NASZYCH DOBRYCH MANIER
Ksiądz Aleksander Radecki w książce Eucharystyczny savoir-vivre porusza ważne sprawy, związane z zachowaniem się wiernych podczas celebracji Mszy św. Przypomina, że w kościele podczas Mszy św. stosujemy wszystkie te zasady savoir–vivre'u, które obowiązują w życiu towarzyskim i publicznym, tylko, z oczywistych względów, stosujemy je tu ze szczególną dbałością i w stopniu najwyższym, w jakim stosuje się je w sytuacjach czy okolicznościach najbardziej uroczystych i o największej wadze, a zatem tak jak np. stosuje się je w dyplomacji czy podczas spotkania z wyjątkowo honorowym gościem. Ponadto w kościele stosujemy też zasady, które odnoszą się tylko do tej jedynej i niepowtarzalnej, wyjątkowej i najwyższej istoty będącej w trzech osobach – Boga. Są to już nie tylko zwykłe przepisy savoir-vivre'u, ale swego rodzaju savoir-vivre nadprzyrodzony – zasady nakazane przez samą wiarę. Żyjemy w czasach, w których wielu ludzi straciło wyczucie i wrażliwość. Jednak o ile potrafią zachować się w restauracji, na bankiecie czy w filharmonii, to w kościele zapominają o dobrych manierach, utrudniając modlitwę innym.
Wiele złych zachowań w czasie celebracji Mszy św. wypływa z braku systematycznej formacji liturgicznej, a także z braku świadomości misterium, w którym uczestniczymy. Zdarza się, że wierni nie wiedzą, co oznaczają poszczególne znaki, gesty i postawy w liturgii. Wielu mechanicznie wykonuje znak krzyża, niedbale klęka czy raczej kuca, a taka postawa nie występuje w liturgii. Są też tacy, którzy siadając, zakładają nogę na nogę. Problemem jest mała świadomość, że postawy i gesty w liturgii coś oznaczają. Nie rozumiemy też ciszy, milczenia, które nie jest zwykłą przerwą między jedną czynnością a drugą.
Po latach katechizacji i katolickiego wychowania w rodzinie musi się wreszcie zrodzić w człowieku wierzącym świadomość, że idąc na Mszę św., weźmie udział w najważniejszym i najświętszym na ziemi spotkaniu z Panem i Odkupicielem we wspólnocie żywego Kościoła. Chrześcijanin chce w Eucharystii uczestniczyć czynnie: słuchając słowa Bożego, włączając się w ofiarę Chrystusa, przyjmując Jego Ciało i Krew w Komunii św. i włączając się w dostępny mu sposób w życie społeczności Kościoła lokalnego. „Moje rozumowanie – mówi ks. Radecki – jest proste: idę na Mszę św. – bo muszę. A muszę – bo chcę. A chcę – bo kocham!". Z takiej świadomości wynika wszystko inne, jako naturalna konsekwencja życia w pełni chrześcijańskiego.
Na jednym z forów internetowych ktoś napisał: „Mówicie, że nikt nie zwraca uwagi małym dzieciom gadającym w kościelnej ławce. A co ze starszymi kobietami, które niejednokrotnie zachowują się nie lepiej? Ostatnio za mną siedziały dwie staruszki i gadały przez całą Mszę św., komentowały wszystko i rozpychały się. Czy ja, młoda osoba, mogę zwrócić uwagę w takiej sytuacji?". Należy powiedzieć, że po pierwsze, nie rozmawiamy w kościele nie tylko podczas trwania Mszy św., ale również przed jej rozpoczęciem i bezpośrednio po jej zakończeniu. Kościół nie jestem miejscem na pogaduszki. Tutaj rozmawiamy przede wszystkim z Bogiem. To tutaj Bóg do nas mówi i tutaj nas wysłuchuje. Nie przerywajmy Mu. Nie kierujmy naszych wypowiedzi do innych osób, gdy On czeka na to, co powiemy. Ponadto przed rozpoczęciem Mszy św. nasza rozmowa może w poważny sposób zakłócić czyjąś modlitwę, utrudnić skupienie i przygotowanie innych do Mszy św. Nie przechodźmy przez kościół szczególnie w momentach ciszy w taki sposób, by echo roznosiło po całej świątyni stukot naszych obcasów. Nie przesuwajmy z hałasem ławek czy krzeseł. Czasami słychać w kościele podczas nabożeństwa sygnał komórki, niekiedy przez dłuższy czas, bo jej właściciel nie może jej odszukać. Nie zabierajmy więc telefonów komórkowych do kościoła, a jeśli już, to trzeba bezwzględnie pamiętać o ich wyłączeniu. Pamiętajmy cały czas o tym, że jesteśmy w domu Bożym, w którym wszyscy skupiają się na uczestniczeniu we Mszy św. i modlitwie i nasze głośne zachowania mogą to skupienie zburzyć.
Wydawałoby się, że dla wszystkich wiernych jest oczywiste, że w kościele nie można jeść. Jednak okazuje się w praktyce, że to takie oczywiste nie jest. Zdarza się, że ktoś, być może odruchowo, sięgnie do kieszeni po cukierka. Zdarzają się też osoby, szczególnie młode (ale jednak nie tylko), które żują gumę. Patrząc na ten problem, możemy ująć go w perspektywie postu eucharystycznego: pamiętajmy – w jego trakcie można przyjmować tylko wodę i niezbędne lekarstwa. W perspektywie savoir–vivre'u jest to znaczne, wskazujące na brak ogłady i kultury uchybienie. Jak ocenić kogoś, kto ssie cukierka podczas spotkania z dyrektorem, ministrem, premierem? Jak ocenić kogoś, kto spożywa go podczas oficjalnego spotkania i rozmowy z nami? W jakich sytuacjach można żuć gumę? Każdy podręcznik savoir-vivre'u, który porusza ten problem, stwierdza: wtedy, gdy nas nikt nie widzi. Żucie gumy w czyjeś obecności jest obraźliwe i świadczy o lekceważeniu i prostactwie. Spożywanie cukierków i żucie gumy w kościele jest powodem oburzenia i zgorszenia innych wiernych, świadczy o naszym nonszalanckim i aroganckim stosunku do Boga, kapłanów i wiernych.
Sprawdzianem naszych dobrych manier jest także staranność w wykonywaniu gestów modlitewnych i liturgicznych. Jest to element świadectwa chrześcijańskiego oraz znak kultury osobistej i szacunku dla świętego miejsca i tych, którzy w nim przebywają. Przyklęknięcie na prawe kolano, postawa wyprostowana (gest wykonuje się najczęściej przed Najświętszym Sakramentem); inna wersja – przyklęknięcie na oba kolana połączone ze skłonem. Skłon: plecy wyprostowane, ukłon głową, dłonie złożone na piersiach lub wyprostowane wzdłuż ciała (znak pokory, adoracji, uwielbienia); wykonuje się go w postawie stojącej lub klęczącej. Wielki znak krzyża: czynimy go starannie, powoli, prawą dłonią opasujesz całe ciało (czoło, korpus, ramiona); trwamy w świadomości, że jest to rodzaj modlitwy, w której całe życie poddawane jest Bogu w Trójcy Jedynemu. Małe znaki krzyża: na czole, ustach, sercu – wykonywane przed czytaniem Ewangelii, oznaczają deklarację przyjęcia słowa Bożego jako zasady życia. Przyjmujemy je sercem, głosimy ustami i rozumnie wprowadzamy w życie. Znak pokoju: przyjęte są zasadniczo dwie formy przekazania tego znaku: skłon głową w kierunku osób znajdujących się w najbliższym sąsiedztwie lub serdeczny uścisk dłoni. W obu przypadkach wykonując gest, staramy się zachować kontakt wzrokowy z osobą, której go przekazujemy i dbamy o jego naturalność. Bicie się w piersi: oznaka pokory i pokuty – gest wykonujemy starannie, powoli i w skupieniu, unikając przesady i „teatralności".
Nie módlmy się zbyt głośno ani zbyt głośno nie śpiewajmy. To innych rozprasza. Powściągnijmy w perspektywie modlitwy i śpiewu wszelkie objawy indywidualizmu, nie wyprzedzajmy wiec innych i nie pozostawajmy w tyle, bo w ten sposób wprowadzimy w modlitwę czy śpiew dysharmonię, zakłócimy koncentrację i uwagę innych. Z tego samego powodu nie akcentujmy inaczej niż pozostali słów i dostosujmy się do ich rytmu czy sposobu śpiewania. Jeśli mamy tendencje do fałszowania, musimy to wiedzieć. W takim przypadku śpiewajmy ciszej, pod nosem, nie psujmy ogólnego wrażenia, nie niszczmy estetyki, nie wprowadzajmy innych w stan rozdrażnienia.
Przystępując do Komunii św., pamiętajmy o tym, jakiej wagi jest to wydarzenie. W tym momencie powinniśmy przybrać postawę pełną uszanowania i pokory. Powracając, nie należy siadać na pierwszym wolnym miejscu. To miejsce może być zajęte przez kogoś, kto poszedł do Komunii św. Klękając po Komunii św., trzeba robić to tak, by nikomu nie przeszkadzać. Nie klękajmy przy brzegu ławki, uniemożliwiając powrót na miejsce osobom, które siedzą w jej środku. To, w jaki sposób siedzimy w Kościele nie jest również obojętne. Postawa ciała zawsze jest znakiem naszego stosunku do innych. Nawet jeżeli przyjmujemy taką a nie inną postawę nieświadomie, inni odczytują ją jako postawę sygnalizującą nasz stosunek do nich. Powinniśmy zatem siedzieć w taki sposób, by to znamionowało powagę i szacunek dla miejsca i osób.
Problemem jest również zachowanie dzieci. Któż z nas nie był świadkiem sytuacji, gdy podczas Mszy św. dziecko zaczyna krzyczeć, zaczepiać sąsiadów albo jeździć swoim plastikowym samochodzikiem po ławkach. Rodzice muszą zadbać, by dzieci zachowywały się w sposób odpowiedni. Na Mszy św. dzieci nie mogą biegać po całym kościele, krzyczeć bez ograniczeń, wspinać się na stopnie ołtarza. W jej trakcie mają uczyć się dyscypliny właściwej dla zachowania w miejscu świętym i w obliczu Boga. Muszą nabierać świadomości, że ich zachowanie powinno tu być wyjątkowe. Muszą zatem nauczyć się żegnać, wstawać, kiedy wszyscy wstają, klękać, gdy klękają inni wierni itp.
Dorośli często rezygnują z zabierania dzieci do kościoła, twierdząc, iż nie chcą, by przeszkadzały innym wiernym. To niezbyt dobry pomysł. Przecież niedziela to dzień, kiedy cała rodzina może być razem. Dobrze, gdy dziecko od małego przyzwyczaja się do obecności w kościele, a jeszcze lepiej, gdy widzi modlących się tam rodziców. Słowa pouczają, czyny pociągają, dlatego ważne, żeby być w kościele razem. Wybierając się do kościoła, warto jednak pomyśleć o wyborze Mszy św. przeznaczonej dla dzieci. Będzie ona krótsza od tej dla dorosłych, a dzieci najprawdopodobniej będą mogły uczestniczyć w niej w aktywny sposób, np. przez rozmowę z księdzem podczas kazania.
Kościół jest miejscem, w którym szczególnie należy okazywać miłość bliźnim – zwłaszcza starszym i niepełnosprawnym. To osoby uprzywilejowane. Dlatego trzeba zawsze ustępować im miejsca, pomagać we wstawaniu i siadaniu, przy klękaniu, przepuszczać ich w drzwiach, w kolejce do Komunii św.
Należy również przypominać, że kościelny savoir-vivre obowiązuje wszystkich. Zarówno wierzących, jak i niewierzących. Nawet jeśli osoba niewierząca przypadkowo znajdzie się na Mszy św., to wypada, aby zachowała się z godnością i z szacunkiem. Pamiętajmy, że zasady savoir-vivre'u określają nasze postępowanie. Jeśli zatem przepisy te zgadzają się z normami moralnymi, jeśli przeciwdziałają złym, a umacniają w nas dobre nawyki w oparciu o odwieczne prawa, wtedy nie wolno ich lekceważyć nie tylko dla nich samych, lecz także ze względów religijno-moralnych.

Parafialne info

Zapisz

Zapisz

Zapisz

1578845
Your IP: 107.22.83.0
Server Time: 2017-08-17 05:58:35